Przejdź do głównej zawartości

Część 76.

Zanim włączyłem komputer, upewniłem się, że Rachel i dzieciaki już śpią. Cokolwiek jest na tym pendrivie chcę mieć spokój żeby go przejrzeć. Poza tym nie chcę mieszać w nic rudowłosej. Ma wystarczająco dużo zmartwień. Po co ma się przejmować cudzymi? Nie wiem co musiał zrobić brat żeby własna siostra nienawidziła go tak, że jest w stanie sprzedać jego historię żeby zarobić na swojej krzywdzie. Jestem ciekawy czy dowiem się kto z moich pracowników miał z tym typem coś wspólnego. Nie mogłem uwierzyć w to, co czytam. To niemożliwe. Brat Claire był facetem Annie. Mojej sekretarki. Charles zniszczył jej życie. Przeszła jeszcze większe piekło od mojej kobiety. Nie mogę sobie wyobrazić jak ktoś po takiej tragedii może żyć normalnie. Wróciłem do czytania notatek Claire żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Annie straciła dziecko przez głupotę swojego nieodpowiedzialnego chłopaka. Miała tylko siedemnaście lat, gdy zaszła w ciążę. Żeby zrobić na złość rodzicom, uciekła ze swoim dwudziestoletnim chłopakiem, który miał być mądrzejszy od niej. Charles, mądrzejszy? Gdybym wtedy mogła ją przed nim ostrzec. Ale nie wiedziałam jeszcze do czego jest zdolny. Mieszkali razem, szczęśliwi przez kilka miesięcy. Aż do dnia porodu. Ten kutas nie chciał zawieźć jej do szpitala. Straszył ją, że odebraliby jej dziecko. Bała się, kto by się nie bał na jej miejscu? Może gdyby go nie posłuchała, a on zadzwoniłby po pogotowie, dziecko by żyło. Maluch urodził się martwy, bo podczas porodu pępowina zacisnęła mu się wokół szyi. Musiała owinąć się już wcześniej. Annie nie miała siły się podnieść, a Charles położył jej martwe dziecko na piersi. Darła się wniebogłosy. Ten pierdolony ćpun zrobił największe świństwo, z uśmiechem na twarzy. Zostawił ją tam zakrwawioną. Aż cud, że przeżyła. Nigdy nie dowiedziałam się jak się stamtąd wydostała. Ona nie chce o tym mówić i wcale jej się nie dziwię. Za to mój okropny brat nie miał problemu żeby się tym pochwalić. Miałam piętnaście lat jak się o tym dowiedziałam. Byłam młodsza od niej tylko o cztery lata. Ale wiedziałam już do czego zdolny był mój brat. Zabił naszego ojca, bo rzucił się na matkę. Zrobił to żeby matka mogła mieć innego faceta, a później zgwałcił córkę jej kochanka. Już jak dowiedziałam się o tym miałam ochotę go zabić, ale był silniejszy ode mnie. Skończyło się na głębokiej ranie brzucha. Mnie również zostawił zakrwawioną. Tamta dziewczynka mnie uratowała. Wróciła akurat ze szkoły. Nie mogłam umrzeć zanim go dopadnę i odpowie za wszystko, co zrobił im... nam."
Nie mogąc czytać tego dalej, zacząłem nerwowo chodzić po pokoju. Ten skurwiel sam prosił się o śmierć. Zniszczył życie trzem młodym kobietą, które miały przed sobą wiele ambitnych planów. Po Annie i Claire widzę, że ta trauma je wzmocniła. A co się stało z dziewczynką? Mam nadzieję, że radzi sobie tak samo świetnie jak one. Zauważyłem, że ktoś krząta się po kuchni.
-Rachel?-krzyknąłem z salonu.
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że jest późno i nie powinienem krzyczeć, bo obudzę chłopców. W sumie nie wiem czemu pytam czemu to ona. Przecież nikt inny nie krzątałby się o tej porze po domu.
-Tak, to ja.-odkrzyknęła ciszej.
Przymknąłem laptopa i poszedłem do niej. Muszę na chwilę zapomnieć o tym, co przeczytałem. Rachel wygląda ślicznie w koszuli nocnej, sięgających ud i potarganych włosach opadających jej na twarz. Tak podniecająco, że nie mogłem się powstrzymać. Ścisnąłem lekko jej pośladki i uniosłem ją do góry. Zaśmiała się i objęła mnie nogami. To znaczy, że też ma ochotę na seks. No taką mam nadzieję, bo nie zamierzam teraz przestać. Oparłem ją o lodówkę i słysząc jej westchnienia, zacząłem całować ją po szyi. Zjechałem dłonią między jej uda. Nie ma majtek, co bardzo mi się podoba. Szybko udało jej się pozbyć moich spodni. Sama nakierowała się na mnie. Przytrzymałem jej twarz, uśmiechając się. Głowę ma lekko odchyloną, a policzki zaróżowione. Mógłbym patrzeć na nią w takim stanie cały czas. Czeka aż zacznę się poruszać. Obejmuje mnie dłońmi za szyję, przybliżając do siebie. Nie mogę się powstrzymać żeby jej nie pocałować. Poruszam się delikatnie i staram się, naprawdę się staram tłumić jej jęki, ale są bardzo podniecające. Gdy oboje dostajemy orgazmu, czekam jeszcze chwilę zanim z niej wyjdę. Jej głowa leży na moim ramieniu, a ja głaszczę ją po plecach. To niesamowite, że tak bardzo mnie pragnie. Jest jedyną kobietą, która nigdy mi się nie znudzi. Nie potrzebuję już niczego więcej, niż to co daje mi ona.
-Kocham cię.-wyszeptałem, całując ją w policzek.
Podoba mi się w jaki sposób zareagowała na moje słowa, na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Spojrzała na mnie, nieśmiało całując w usta. Przez krótką chwilę udało mi się przygryźć jej wargę. Pozwoliłem jej w końcu stanąć na nogi i pomogłem poprawić koszulę. Szybko znalazłem swoje dresy i założyłem je żeby jej nie zawstydzać. Chociaż lubię jak na mnie patrzy myśląc, że tego nie widzę.
-Jest druga w nocy. Kładź się spać.
-Czemu wstałaś?-spojrzałem na nią.
-Dopadł mnie głód.-zaśmiała się.-Ant się obudził i musiałam do niego wstać.
-Koszmary?
Mam nadzieję, że nie. Nie chcę żeby Rachel dowiedziała się, co mu się śni. Ale nie chcę też żeby Ant nie mógł spać. Powinienem z nim porozmawiać albo zaproponować, że zaprowadzę chłopców do psychologa. Ostatnio wiele się w ich życiu wydarzyło, w naszym życiu. Może całej czwórce dobrze zrobi wizyta u psychologa.
-Nie.-pogłaskała mnie po ramieniu.-Po prostu nie mógł zasnąć.
-Może my też teraz zaśniemy?-uśmiechnąłem się.
-A nie przerwałam ci pracy?
-Muszę sobie dać na dziś spokój.-pocałowałem ją.
Nie chcę już dziś wracać do historii Claire i Annie. Zajmę się tym. Chyba powinienem porozmawiać ze swoją sekretarką zanim opublikuję cokolwiek na jej temat. Nie chcę żeby myślała, że chcę zarobić na jej cierpieniu. Zaprowadziłem Rachel do sypialni. Rudowłosa od razu wgramoliła się do łóżka, przykrywając się kołdrą tak, że było jej widać tylko oczy. Zaśmiałem się pod nosem i dołączyłem do niej, tuląc ją do siebie.
-Teraz jest cieplej.-wyszeptała, całując mnie w szyję.
-I przyjemniej.
Cieszę się, że wybrałem właśnie Rachel. I nie wiem jak mam dziękować, że mi wybaczyła i nadal ze mną jest. Kocham ją.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…