Przejdź do głównej zawartości

Część 70.

Nigdy nie myślałem, że podróż samolotem z dziećmi to jakiś problem. Do chwili, dopóki nie usiadłem między Antem, a Luciem. Oboje obrażeni, bo młodszy chciał siedzieć przy oknie, a drugi przy oknie i obok mamy. Mogłem się zamienić z Rachel, ale wtedy Anton zaprotestował, bo powiedział, że skoro jego brat siedzi przy oknie to nie będzie siedział przy mamie. To jednak nic w porównaniu z ich marudzeniem przez cały lot i bieganiem po samolocie. Widziałem, że rudowłosą to strasznie irytuje. W sumie niektórych pasażerów również, ale ona była opanowana. Starałem się zagadywać chłopców żeby nie hałasowali, ale działało tylko na chwilę. Pod koniec lotu zaczęli nawet krzyczeć, że się rozbijemy. Zakryłem twarz w dłoniach z ledwością powstrzymując śmiech. Dzieciak obok się rozpłakał i nie dało się go uspokoić do końca lotu. Widziałem jak jego matka spogląda na mnie złowrogo za każdym razem, gdy się uśmiechałem. Przecież ja nic nie zrobiłem. Po wyjściu z samolotu Rachel nie wytrzymała, czym mnie zaskoczyła.
-W drodze powrotnej siedzicie na dwóch końcach samolotu!-podniosła głos.-Zwariuję jak będę musiała was słuchać kilka godzin nie mogąc się przesiąść.
-Ale mamo.-zaczął Ant.-Jesteśmy twoimi synami.
Nie wiem skąd się to bierze, ale dzieciaki zawsze mają na wszystko odpowiedź.
-I co z tego?-spojrzała na niego.-Nie mogę mieć was czasami dość?
-Tato?-zerknął w moją stronę.-Mama żartuje, plawda?
-Prawda.-rozczochrałem mu włosy i złapałem go za rękę.-Ale mam nadzieję, że będziecie grzeczniejsi, bo mama już nie będzie chciała z nami nigdzie lecieć.
Luc podszedł do Rachel i złapał ją za rękę. Nie mówiąc nic spojrzała na mnie i westchnęła. Uśmiechnąłem się tylko przepraszająco. W taksówce oczywiście przeprosiła chłopców i poprosiła żeby następnym razem się tak nie zachowywali. Musimy znaleźć sposób jak zająć ich na czas podróży. Postanowiłem, że w drodze powrotnej żaden z nich nie usiądzie przy oknie. Niech się obrażają, trudno. Luc zachwycał się budynkami, a gdy przejeżdżaliśmy obok wieży Eiffel powiedział, że chciałby tam pójść. Cieszę się, że coś go w końcu zainteresowało.
-Może następnym razem. Będziemy mieć więcej czasu.-uśmiechnąłem się.
-Oby.-odezwała się Rachel.-Też bym chciała zobaczyć ją z bliska.
Nie sądziłem, że Rachel będzie chciała tutaj wrócić. Jednak teraz jestem gotów zrobić wszystko żeby wrócić do Paryża na dłużej i to jak najszybciej. Moglibyśmy zostawić chłopców wtedy pod opieką April i zwiedzać to piękne miasto nocą. Już nie mogę się doczekać aż opowiem o tym rudowłosej. Mam nadzieję, że się ucieszy. Wiem, że Rachel nie miała okazji do tej pory zwiedzić wielu miejsc o ile w ogóle jakieś odwiedziła. Dlatego zamierzam zabrać ją z chłopcami na wakacje w jakieś ciekawe miejsce. Może Malta? Albo Włochy?
-Mamo, ale Disneyland jest lepsi.-wtrącił Ant, zapewne bojąc się, że zmienimy zdanie.
O nie, nie zamierzam rezygnować z Disneylandu. Staram się ukrywać, że wcale mnie tam nie ciągnie, ale cholera, ja też chcę to zobaczyć.
-Jasne, dlatego was tam zabieram.-pogłaskałem go po głowie.
April nie dowierzała gdy zobaczyła nas przed kamienicą. Zbiegła do nas zadowolona i rzuciła mi się w ramiona. Spodziewałem, że się ucieszy na nasz widok, ale nie, że aż tak bardzo. Objąłem ją, czekając sż coś powie.
-Dziękuję, jesteś najlepszym bratem.-cmoknęła mnie w policzek.
Najlepszym, bo jedynym, ale miło wiedzieć, że po tym wszystkim ma o mnie dobre zdanie.
-A z nami to się nie psywitas?-burknął Ant.
-No już.-wzięła go na ręce i wyściskała.-Luc, ciebie też mam wziąć na ręce czy mogę tylko wyściskać?
Chłopcy uwielbiają moją siostrę, mimo że nie widzą się z nią często. A ja widząc, że z taką samą wzajemnością traktuje ich, jestem pewien, że będzie wspaniała matką. Oczywiście za kilka lat. Co najmniej dziesięć. Najpierw musi skończyć studia, znaleźć dobrą pracę albo założyć własny biznes. Dopiero potem może zacząć myśleć o dzieciach, którym wtedy już nic nie zabraknie.
-Wystarczy wyściskać.-przytulił się do niej.
Zerknąłem na Rachel, która wydaje się być spokojna. Pewnie bała się o Lucasa, że nie ucieszy go przyjazd do Paryża. Szczerze mówiąc też się trochę tego obawiałem, ale ostatnio rozmawiał z nami częściej i wydawało mi się, że wszystko wraca do normy. Jednak sam po sobie wiem jakie piętno potrafią odcisnąć złe wydarzenia. Szczególnie te związane z własnymi rodzicami. Gdyby to ode mnie zależało to nigdy bym nie pozwolił żeby Luc przez to przeszedł. Nie oczekuję, że zapomni o swoim ojcu, który jest skurwielem. Nie może zapomnieć. Nie mówiłem tego Rachel, ale liczę, że chłopiec odegra się na swoim ojcu w momencie, gdy ten będzie go potrzebował. To zaboli bardziej niż porwanie i to, że bił jego, i jego matkę. Czekam na tę chwilę bardziej niż na cokolwiek. Matt zasłużył na zemstę.
-Rachel, jak sobie z nimi radzisz?-przytuliła ją.
Świetnie, chciałem powiedzieć. Rudowłosa jest cudowną matką.
-Mamo nie skarz.-szepnął Anton, po czym dodał głośniej:-Byliśmy gzecni, prawda, Tato?
Spojrzałem na niego, marszcząc brwi. I co, mam skłamać i narazić się Rachel? Czy powiedzieć prawdę i narazić się maluchom?
-Tato, no powiedz.-odezwała się rudowłosa i wcale nie była rozbawiona.
Pewnie na samą myśl o locie się wkurzyła. Ale to było ich pierwszy raz. Na pewno następnym razem będzie lepiej.
-Dobra, chodźmy coś zjeść zanim dzieciaki zasną.
Jakoś udało się uniknąć odpowiedzi, a w drodze do restauracji Ant nawet mi podziękował za to, że na nich nie naskarżyłem. Zdziwiło mnie to. Naprawdę nie zamierzam skarżyć na dzieciaki, a już na pewno nie powinni się bać mojej siostry, która i tak nie może im nic zrobić.
-Zaplusowałeś u dzieci.-oparła głowę na moim ramieniu.
-A jak zaplusować u ciebie?-uśmiechnąłem się łobuzersko.
Mam nadzieję, że jest w dobrym humorze. A jak nie to może uda mi się ją chociaż trochę rozśmieszyć.
-Próbuj.
-Myślę, że znam doskonały sposób.-szepnąłem jej do ucha.
Zauważyłem uśmiech na jej twarzy i już nie mogę się doczekać jak zostawimy maluchy u mojej siostry i pojedziemy do hotelu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…