Przejdź do głównej zawartości

Część 67.

Nie spodziewałem się, że Ivy zechce mi złożyć wizytę zanim zrobię to ja. Miałem odwiedzić ją jutro, ale widać to, co ma mi do przekazania nie może czekać. Nie wiem czego mogę się po niej spodziewać.
-Rachel to jest Ivy.-zerknąłem na rudowłosą, która stoi obok mnie.
To ona otworzyła drzwi. Podejrzewam, że obawia się, że Ivy jest kolejną dziewczyna, która chciałaby jej coś powiedzieć na mój temat. Coś, czego nie chciałaby słyszeć. No cóż, nie mam pewności, że moja przyjaciółka tego nie zrobi.
-Ivy jest moją przyjaciółką znamy się od dzieciństwa.-wyjaśniłem, chcąc ją jakoś uspokoić.
-Miło mi cię w końcu poznać.-odezwała się, wyciągając dłoń w jej stronę.-Wiele o tobie słyszałam.
-Dobrego, oczywiście?-chwyciła ją niepewnie, spoglądając na mnie.-Nie chcę wam przeszkadzać.
Oczywiście, że dobrego. Nie mógłbym powiedzieć na Rachel ani jednego złego słowa, bo na nie nie zasłużyła.
-Nie będziesz.-objąłem ją ramieniem.-Powinnaś poznać Ivy już wcześniej.
Dzieciaki bawią się w salonie, więc postanowiłem, że usiądziemy w kuchni. Ant zauważając Ivy podszedł żeby się z nią przywitać. Sądząc po minie Rachel stwierdzam, że nie spodobało jej się to, że nasz syn zdążył poznać Ivy już wcześniej. Gdyby to ode mnie zależało to nie poznałby jej w ogóle. Tyle, że moja przyjaciółka ma momenty kiedy bywa natarczywa i ciężko się jej wtedy pozbyć.
-Przepraszam.-wyszeptałem jej do ucha.
-Napijesz się czegoś?-Rachel nie potrafi być niemiła.
Nawet jeśli czyjeś towarzystwo jej nie odpowiada nie da tego po sobie poznać. A może lepiej byłoby gdyby jasno dała mi do zrozumienia, że Ivy nie powinno tutaj teraz być?
-Herbaty.-uśmiechnęła się.
-Co chciałaś?-spojrzałem na nią.
Chyba nie mam ochoty udawać, że miło ją widzieć. Doskonale widać po całej naszej trójce, że nie czujemy się w swoim towarzystwie komfortowo.
-Cię odwiedzić. Nie odzywałeś się przez długi czas. April mówiła, że wszystko u ciebie dobrze, ale chciałam to sprawdzić.
Moja siostra powiedziałaby jej wszystko byle by tylko się do mnie nie zbliżyła. April boi się, że nie będę potrafił odrzucić Ivy i w ten sposób zranię Rachel. Młoda doskonale wie, że Iv nadal coś do mnie czuje.
-I nie uwierzyłaś jej?-spytałem lekceważąco.
-Nie.-spojrzała na mnie.-Ale widzę, że się myliłam. Dziękuję, Rachel.
Powiedziała do dziewczyny, gdy postawiła przed nią kubek z herbatą.
-Długo znasz Paula?-rudowłosa usiadła obok mnie.
-Znamy się od dzieciństwa. Był jeszcze z nami Billy.-zaśmiała się.-Przyjaźnimy się dość długo.
-Byliśmy przez jakiś czas razem.-zerknąłem niepewnie na Rachel.
Niestety nic nie mogłem wyczytać z jej twarzy. Nie powinien jej tego mówić teraz, ale nie chcę dłużej przed nią ukrywać, że kiedyś łączyło mnie z Ivy coś więcej.
-Chyba powinnam już iść.-wstała.-Przepraszam, że nie uprzedziłam, że przyjdę.
-Zaraz wracam.-wyszeptałem Rachel i pocałowałem ją w skroń.
Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewa. Odprowadziłem przyjaciółkę do drzwi mając nadzieję, że powie po co tutaj przyszła. Nie chcąc rozmawiać w domu, wyszedłem za nią.
-Czego ode mnie chcesz?
-Boisz się, że coś jej powiem?-odwróciła się do mnie.
-Nie, sam to zrobię.
-Tak jak powiedziałeś jej, że się przyjaźnimy.-prychnęła.-Paul, w co ty pogrywasz?
-Chyba ciebie powinienem o to spytać, co? Przyłazisz tutaj żeby zaprzyjaźnić się z moją kobietą?
-Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. Bzykasz jakieś laski mając fajną kobietę, a później czepiasz się mnie, że chcę ją poznać. Powiedz mi tylko czy przyłażąc wtedy do mnie byłeś z nią?-patrzyła na mnie.
Wcale nie dziwi mnie, że wie o moich zdradach. Zna mnie dość długo i wie jaki byłem zanim z nią byłem, ale też jaki byłem po naszym rozstaniu. Nie potrafiłem tkwić w związkach, więc korzystałem z tego, co dawały mi przypadkowe kobiety.
-Nie.-odpowiedziałem zgodnie z prawdą.-Ivy, chyba nie możemy się dalej przyjaźnić.
Już dawno powinienem zebrać się do tej rozmowy. April miała rację. Ta przyjaźń żadnemu z nas nie wyjdzie na dobre.
-Co?-zdziwiła się.
-Chyba sama widzisz, że to za daleko zaszło.-przetarłem twarz dłonią.
Chciałbym żeby to wszystko było łatwiejsze, ale sam sobie skomplikowałem życie. Więc sam muszę sobie z tym wszystkim poradzić.
-Chcesz nas skreślić przez jeden błąd?-usłyszałem panikę w jej głosie.
Jasne, że nie chcę, ale muszę. Dla jej dobra. Chcę żeby w końcu ułożyła sobie życie, ale przeze mnie nie może. Dlatego czas zniknąć z jej życia. Tylko w ten sposób zrozumie, że między nami już nigdy nic nie będzie. Przykro mi.
-Zniszczyłem to pozwalając ci się do mnie zbliżyć, pozwoliłem żebyś mnie pokochała. Nasz związek zniszczył tę przyjaźń. Oboje wiemy, że nadal mnie kochasz, a ja nigdy tego do ciebie nie czułem. I masz prawo być na mnie zła.
Już dawno powinienem jej to powiedzieć. Zbyt długo dawałem jej nadzieję, że między nami może coś jeszcze być. Ostatecznie wykorzystałem ją tamtej nocy. Czuję się z tym źle. Rachel jest dla mnie zbyt ważna dlatego muszę zakończyć tę przyjaźń. Bardzo żałuję, bo Ivy to naprawdę fajna dziewczyna i nie zasłużyła na takie traktowanie, ale Rachel też nie zasłużyła żeby cierpieć.
-Mam nadzieję, że to przemyślałeś.-skrzyżowała ręce na dłoniach.
-Tak. Ivy, cokolwiek powiesz Rachel to nic między mną a tobą nie zmieni.
Jeżeli uważa, że może mnie szantażować to jest w błędzie. Takim sposobem sprawi tylko, że ją znienawidzę, a chyba oboje tego nie chcemy.
-Myślisz, że chcę jej powiedzieć o nas?-prychnęła.-Jeszcze wiele przed nią. W porównaniu do niej ja nie wierzę, że się zmienisz. Nie umiesz nikogo kochać.
Jeszcze się o tym przekona.
Świetnie. Kolejna osoba, która we mnie wątpi. Czemu mnie to nie dziwi? Jednak jedyną osobą, której chcę udowodnić, że się zmieniłem jest Rachel. Reszta jest bez znaczenia. Mogą myśleć o mnie co chcą. Ich sprawa.
-O czym ty mówisz?-zmarszczyłem brwi.
-Doskonale wiemy, że nie umiesz być wierny.
-Jeszcze coś?-podszedłem do niej.-Chcesz się rozejść w zgodzie?
-Ok, zniknę z twojego życia. Zgoda.-oddaliła się.
Ciekawe na jak długo mam ją z głowy. Wiem, że wróci, ale będę gotowy na to spotkanie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…