Przejdź do głównej zawartości

Część 62.

Dzieciaki były zadowolone widząc swoją mamę. Rachel również nie potrafiła ukryć radości, tuląc chłopców do siebie. Spędzała z nimi każdą chwilę, więc taka rozłąka była dla niej ciężka. Na szczęście teraz będą mogli znowu być razem przez całe dnie. Luc nie mógł oderwać się od mamy, a ona od niego. Siedzieliśmy w salonie. Rachel głaskała starszego chłopca po główce, a młodszy siedział na moich kolanach. Poczułem się jakbym w końcu miał szczęśliwą rodzinę. April uśmiechnęła się, siadając obok mnie. Cieszę się, że jest tutaj z nami. Nie wiem jak znowu przyzwyczaję się, że jej nie ma jak wyjedzie do Paryża. Jednak nie mogę pozwolić żeby przeze mnie rzuciła studia.
-April, dziękuję.-Rachel uśmiechnęła się do niej.
Mojej siostrze należą się wielkie podziękowania. Myślę, że powinienem jej jakoś wynagrodzić to, że nam pomogła. Muszę z nią o tym porozmawiać. Spełnię jej jakąś zachciankę, bo zasłużyła. Albo po prostu spędzę z nią więcej czasu. W zależności od tego, co ją bardziej zadowoli.
-Jesteście moją rodziną z Paulem czy bez.
-Niestety teraz już nie ma bez.-zaśmiałem się.
-Ale Paul jest teraz nasym tatą i go nie oddam.-Ant zarzucił mi rączki na szyi.-Więc jesteśmy rodziną z Paulem.
-To dobrze.-rozczochrała mu włosy.-Zawsze możesz na niego naskarżyć, wiesz?
-I co mu zlobis?-spytał zaciekawiony.
No to mam przerąbane. Mam jednak nadzieję, że młody nie bierze tego na poważnie.
-Oj, coś wymyślimy.-zaśmiała się.
-Rachel, czy ty to słyszysz?-spojrzałem na nią.-Buntuje mi syna.
Nie mogę uwierzyć, że nazywanie dzieciaków Rachel swoimi synami wychodzi mi z taką łatwością.
-Cóż, ktoś musi cię pilnować, prawda?-zerknęła na Luca, który siedział cicho, zbyt cicho.
Obawiam się, że nadal się boi. Nie chcę żeby się bał. Myślałem, że po powrocie Rachel będzie weselszy. Co mam robić? Nie chciałem jej zadręczać, gdy była w szpitalu i starałem się rozmawiać z Luciem, ale teraz już nic przed nią nie ukryję. Może mu minie teraz, gdy będzie miał mamę na każde zawołanie.
-Luc, co się dzieje?-pogłaskała go po ramionach.
-Nic.-odpowiedział cicho.
-Wiesz, że bardzo cię kochamy?-przytuliła go mocno do siebie.-Już nic ci się nie stanie, obiecuję.
-Też cię kocham, mamo.
Spędziliśmy cały dzień na graniu. Chłopcy byli bardzo zadowoleni. Rachel też, mimo że nie zawsze im na to pozwala. Wydaje mi się, że chce im jakoś wynagrodzić to, co działo się w ostatnim czasie. Widziałem, że jest zmęczona, ale za nic nie chciała iść na górę i zostawić dzieciaków. W końcu April się zbuntowała i pomogła się chłopcom wykąpać i obiecała położyć ich spać. Trochę marudzili, ale grzecznie poszli na górę. Rachel nic nie mówiła, co mnie zaniepokoiło, ale po prostu zasnęła z głową na moim ramieniu. Pocałowałem ją delikatnie w czoło. Nie chcę jej obudzić, ale muszę ją zanieść do łóżka.
-Rachel.-wyszeptałem jej do ucha.
-Hmm.
-Zaniosę cię do sypialni.-pocałowałem ją w czoło i wziąłem na ręce.
-I położysz się ze mną do łóżka.-wtuliła twarz w moją szyję, muskając ją ustami.-Przytulisz i po prostu zaśniemy.
-Oczywiście.-odpowiedziałem rozbawiony.
-W takim razie się zgadzam.
-A miałaś inny wybór?-pocałowałem ją w czubek głowy.
Tak bardzo za nią tęskniłem. Położyłem ją delikatnie na łóżku i pomogłem jej pozbyć się ubrań, a następnie przykryłem kołdrą. W końcu jesteśmy razem. Teraz czuję z tego prawdziwą radość. Czuję się o wiele lepiej, że nie muszę już nic udawać. Chciałem zajrzeć do maluchów, ale chwyciła mnie za dłoń, gdy wstawałem.
-Miałeś położyć się ze mną.
-Już się kładę.
Przytuliłem ją do siebie ciesząc się, że znowu mogę trzymać ją w ramionach. Teraz już tak będzie każdego wieczoru. Nawet w weekendy. Mimo że Rachel zasnęła od razu, ja nie mogłem. Bałem się, że któryś z maluchów zacznie płakać albo że nie zauważę jak coś dzieje się z rudowłosą. Po wypadku chyba stałem się przewrażliwiony, ale nie mogę pozwolić żeby coś jej się stało. Poczułem ręce Rachel oplatające mnie w pasie i zerknąłem na nią.
-Nie śpisz.-odgarnąłem jej włosy z czoła.
-Nie.-uśmiechnęła się.-Brakowało mi ciebie, Paul.
-Chcę tylko... czy było ci lepiej beze mnie?-przyjrzałem jej się dokładnie.
Nie powinienem teraz zadawać takich pytań, ale chcę to wiedzieć. Co jeśli wpakowałem się do jej życia na siłę?
-Nie. Cierpiałam, ale wcześniej byłeś przy mnie. Bałam się, że po wypadku będzie inaczej.
-Jak?
-Że nie będziesz chciał do nas wrócić. To dlatego pozwoliłam się do nas zbliżyć Mattowi.-zaczęła płakać.-Bałam się, że ułożyłeś sobie życie z kimś innym. Że przeszkadzają ci moje dzieci.
-Rachel.-uniosłem jej głowę tak żeby na mnie spotkała.-Twoje dzieci nigdy mi nie przeszkadzały. Doskonale wiedziałem, że skoro zdecydowałem się być z tobą to będą z nami twoje dzieci. Teraz już nasze.-pocałowałem ją.-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem żeby Anton był moim synem, a nie Matta.
-Jesteś z nim od samego początku.-wtuliła się we mnie.-Pokochał cię.
-Cieszę się, że Luc też mnie lubi.-uśmiechnąłem się.-On mimo wszystko kocha swojego tatę.
Kochałem swojego tatę, mimo że go z nami nie było. Fakt, nie był skurwielem jak Matt, ale każde dziecko kocha swoich rodziców. Buntujemy się i mamy jakąś urazę do nich przez długi czas. Ale doceniamy ich dopiero, gdy ich tracimy. Nie wiem jaki stosunek do ojca będą mieli chłopcy, ale mimo wszystko zasługują poznać o nim prawdę. Jeżeli mają sobie wyrobić opinię i zdecydować czy chcą go znać... Jednak nie pozwolę żeby zrobił im krzywdę i pozna ich tylko, gdy dorosną i będą tego chcieli. Muszę wiedzieć, że będą umieli się bronić, gdy dojdzie do ich spotkania.
-Nie po tym, co mu teraz zrobił.
-To nadal jego ojciec.
-Ty nim jesteś.
I będę się starać być takim ojcem jakiego nie mieli. Nie będę doskonały, ale nie skrzywdzę ich, obiecuję.
-Oczywiście. Nie jesteś śpiąca?
Na pewno jest zmęczona. Wróciła dziś do domu po długim czasie, a ja zamiast dać jej odpocząć to ją zadręczam. Zresztą ja też już się robię senny i tym razem na pewno zasnę.
-Jestem.
-Spróbujmy zasnąć.-głaskałem ją po plecach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…