Przejdź do głównej zawartości

Część 53.

Podjechaliśmy na obrzeża miasta, pod jakąś starą ruderę. Nie mogę uwierzyć, że ten skurwiel tutaj przetrzymuje swojego syna. Nie mogę wyobrazić sobie jak teraz czuje się Luc. Muszę go uwolnić jak najszybciej.
-Jesteś pewny, że to tutaj?-spojrzałem na przyjaciela.
To jest moja jedyna szansa. Uzgodniłem z detektywem jak mam działać żeby groziła mi jak najmniejsza kara. Zamierzam się tego trzymać, ale boję się co zastanę po wejściu do tej rudery. Nie będę potrafił się opanować, jeśli zobaczę, że Matt zrobił krzywdę Luc'owi.
-Na pewno.-złapał mnie za ramię. -Paul, mamy mało czasu. Rozmawiałem z prawnikiem. Postara się o najniższy wyrok dla ciebie, ale nie zabij go.
Miło, że przyjaciel się o to zatroszczył. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Do tej pory mnie nie zawiódł. Wcześniej dowiedziałem się ile może mi grozić, ale jeżeli nie poniosą mnie zbytnio emocję to jakoś się wywinę. Jednak to już nie zależy ode mnie, a od tego w jakim stanie zastanę Luc'a. Tylko on jest teraz najważniejszy. Myślę tylko o nim.
-Dzięki.-spojrzałem na niego i ruszyłem przed siebie.
Szybkim krokiem wszedłem do rudery. Rozejrzałem się dookoła w nadziei, że zauważę Luc'a. Przeraziłem się widząc w jakich warunkach mały przebywał przez ostatnie tygodnie. Jedno zasyfione pomieszczenie. Na stole masa puszek po piwie i pudełka po pizzy. A ja głupi wierzyłem, że Matt się zmienił. Nie chciałem dopuścić do siebie myśli, że Luc mógł przez ten czas cierpieć. Gdzie on w ogóle jest? Nagle przede mną stanął Matt. Jest wściekły. Pewnie nie myślał, że go znajdę. W końcu minęło sporo czasu. Znowu się spotykamy i jestem pewny, że tym razem nie odpuszczę.
-Gdzie jest Luc?-wysyczałem.
Chciałem się na niego rzucić od razu, ale postanowiłem dać mu wybór. Może zdecydować czy rozwiążemy to na spokojnie.
-Zajmij się swoim dzieciakiem.-podszedł w moją stronę.
-Właśnie to robię.-pchnąłem go na ścianę.
Dobrze, że nie wymsknęło mi się, że Ant jest jego dzieckiem. Nigdy nie pozwolę żeby się tego dowiedział. Rachel o tym zdecydowała i popieram ją, i przede wszystkim szanuję jej decyzję. Chłopiec nie zasługuje żeby poznać swojego ojca, który skrzywdził jego mamę i brata.
-Lucas jest moim dzieckiem!-próbował mnie odepchnąć.
-Ty nazywasz siebie ojcem?-prychnąłem.-Co za ojciec funduje dziecku taki stres?
-Słuchaj, to że masz więcej kasy nie znaczy, że może zabrać moje dziecko. Zabrałeś mi już Rachel!-uderzył mnie w szczękę.
Nie spodziewałem się tego, więc lekko odrzuciło mnie do tyłu. W tym czasie chwycił jakiś przedmiot, który miał pod ręką i rzucił się na mnie. Oberwałem w brzuch, ale szybko mu oddałem. Nie mogę sobie pozwolić na chwilę słabości. Zajęło mi kilka minut nim leżał pode mną i zacząłem okładać go pięściami po twarzy i żebrach.
-O mało co jej nie zabiłeś!-wrzeszczałem.-Jej i dziecka, skurwielu!!
Nie mogłem się powstrzymać. Jęczał z bólu, a ja zadawałem kolejne ciosy jak w amoku. Nie panowałem nad sobą. Chciałem tylko żeby cierpiał jak Rachel, gdy bił ją kilka lat temu, jak wtedy gdy porwał jej dziecko. Nie sądzę żeby więzienie było dnia niego odpowiednią karą. Powinien umrzeć. I gdyby nie płacz dziecka pewnie był go zabił. Przestraszony odwróciłem się do tyłu. Widząc Luca, przetarłem twarz dłonią. Jak długo na to patrzy? Dopiero teraz zaczęło do mnie docierać co się dzieje. Zszedłem z Matta, który stracił przytomność. Wycierając krew z dłoni w koszulkę, podszedłem do chłopca i kucnąłem przed nim. Cały się trzęsie. Nie bój się mnie, dzieciaku. Nigdy nie zrobię ci krzywdy.
-Już dobrze.-złapałem go za ramiona.-Zaraz zabiorę cię do mamy. Zrobił ci coś?
Miałem nadzieję, że nie.
-Uderzył dwa razy.-powiedział cicho.
Dokładnie obejrzałem malucha. Ma wielkiego siniaka na ramieniu. Podniosłem do góry jego koszulkę i zobaczyłem drugiego siniaka na plecach. Zamknąłem oczy, próbując się powstrzymać przed rzuceniem się ponownie na Matta. Jedyne co mnie zatrzymało to, to że do pomieszczenia wbiegł wynajęty przeze mnie detektyw razem z moim przyjacielem. Żaden z nich nic nie mówił. Zapewne nie uda mi się wykręcić z pobicia, ale nie żałuję. Brad wyprowadził nas przed budynek. Nie chcę żeby Luc był tutaj dłużej. Przytuliłem go mocno do siebie obiecując, że już nigdy nie spotka go krzywda. Chciałem go jakoś pocieszyć, bo cały czas wyglądał na przerażonego. Nie mogę się doczekać jak powiem Rachel, że go znalazłem. Znalazłem naszego chłopca. Przetarłem dłońmi twarz.
-Ant nie może się doczekać aż cię zobaczy.-spojrzałem na niego.-Razem z mamą na ciebie czekają.
-Wróciłeś do nas?-przyglądał mi się dokładnie.
Co ja mam mu powiedzieć? Rachel powiedziała, że mi wybaczy jak znajdę Luca, ale nie chcę żeby robiła to na siłę. Jeżeli mnie nie chcę to muszę się z tym w końcu pogodzić. Ale nie chcę zostawić dzieciaków. Nie chcę zostawić jej. Zrozumiałem ile dla mnie znaczy dopiero gdy mogłem ją stracić. Zrobię wszystko żeby mi wybaczyła.
-Chciałbym bardzo, ale to zależy od twojej mamy.
-A ja bardzo chcę żebyś dalej z nami był, Paul.-przytulił się do mnie.
-Zawsze z wami będę.-zerknąłem w stronę budynku.
Przed chwilą przyjechała policja i pogotowie. Ratownicy wynieśli Matta na noszach. Szczerze, mam nadzieję, że nie żyje. Wiem, że przez to miałbym więcej kłopotów, ale byłbym w końcu pewny, że już nigdy nikogo nie skrzywdzi. Zanim pojedziemy do szpitala musimy zostać przesłuchani. Próbowałem prosić policjantów żeby odpuścili chociaż Luc'owi po tym, co przeżył. Jednak trafiliśmy na pieprzonych służbistów.
-Paul, spokojnie.-detektyw położył mi dłoń na ramieniu.-Nie mów nic bez swojego adwokata, a obiecuję ci, że będzie dobrze.
-A obiecasz mi, że Matt w końcu dostanie dożywocie?-spojrzałem na niego.
-Nie, ale dwadzieścia pięć lat powinno być wystarczającą karą.
-Poprzednim razem dostał pięć... Ile grozi mi?
-Stary, wpłacimy za ciebie kaucje.-odezwał się Brad.-Nie pozwolę ci tam siedzieć.
Dobrze jest mieć takiego przyjaciela. Nie sądziłem, że w takiej sytuacji będę mógł na niego liczyć. Nie musiał tutaj być.
-Jeżeli dobrze pójdzie to skończy się na zapłaceniu odszkodowania albo jakieś karze pieniężnej. Masz dobrych ludzi.
Nie martwię się o siebie. Po prostu nie chciałbym zostawić Rachel dopóki nie będę miał pewności, że Matt zgnije w więzieniu. Po godzinnym przesłuchaniu mogliśmy opuścić posterunek policji. Matt się nie wywinie. Ciężko było, bo już raz uczestniczyłem w bójce z tym skurwielem. Wtedy broniłem Rachel i jej syna. Po obdukcji i jej zeznaniach nie było żadnych wątpliwości, że gdyby nie ja to by ją zabił. Teraz też udało się ustalić, że działałem w obronie własnej i dziecka. Chciałem powiedzieć, że zamierzałem zabić Matta, że wcale się nie broniłem, ale wtedy na pewno by mnie przymknęli.
-Wracamy do domu?-Luc złapał mnie za rączkę.
-Najpierw odwiedzimy mamusię. Bardzo się za tobą stęskniła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…