Przejdź do głównej zawartości

Część 46.

Minął tydzień odkąd wróciłem z Antem ze szpitala. Nie radzę sobie. Doskonale wiedziałem, że nie nadaję się na ojca, ale teraz nie mam wyboru. Anton nie narzeka na moje towarzystwo i do tej pory nie usłyszałem, że jestem beznadziejny. Staram się, ale czasami z tej bezradności mam ochotę wyjść i nie wrócić. Jednak powstrzymuje mnie to, że mam pod opieką syna Rachel, który mógłby wołać na mnie "tato" gdybym tylko tego chciał. Mały ma koszmary przez co oboje nie sypiamy za dobrze, o ile w ogóle sypiamy. W nocy zdarza mi się coś wypić żebym mógł jakoś funkcjonować. Ant czasami bawi się sam w salonie, a ja wtedy mam czas żeby trochę zająć się pracą. Zrzuciłem wszystko na Annie, ale prawda jest taka, że są dokumenty, których ona podpisać nie może. Jeździmy do Rachel codziennie i szlag mnie trafia, gdy dowiaduję się, że nic się nie zmieniło. Z bólem serca patrzę na chłopca, który siedzi przy jej łóżku i opowiada jak bardzo mu jej brakuje, co w szkole, że szukam Luca. Szukam, ale wkurwia mnie, że policja nie chce ze mną współpracować. Zasugerowałem żeby sprawdzili Matta, ale uznali, że sprawdzą w odpowiednim czasie. Na szczęście detektyw, którego wynająłem jest bardziej rozgarnięty i od razu zabrał się za szukanie ojca chłopców. Wierzę, że niedługo się znajdzie. Minęło sporo czasu. Nie wiem jak młody się czuje, czy nic mu nie jest...
-Niech mi pan powie kiedy ona w końcu się wybudzi?-zaczepiłem lekarza, który właśnie wychodził z sali obok.
-Niestety nie wiem tego. Mogę powiedzieć tylko tyle, że stan Pani Rachel się polepszył. Może się obudzić za kilka dni, ale nie chcę nic obiecywać.
-Ale wybudzi się, prawda?-zapytałem z nadzieją.
-Cały czas ją obserwujemy, ale wygląda na to, że tak.
-Czyli musimy czekać.-powiedziałem bardziej do siebie.
-Daje Pan sobie radę sam z dzieckiem?-spojrzał na mnie.-Jeżeli potrzebujecie pomocy...
-Na razie dajemy sobie radę.-przerwałem mu.-Ant po prostu tęskni za matką.
-Rozumiem.
Nie sądzę żeby to rozumiał, ale nie zamierzam mu tego mówić. Mam nadzieję, że się nie myli i Rachel niedługo się wybudzi. Tak wiele rzeczy chciałbym jej powiedzieć, przeprosić...
-Paul.-Ant stanął przede mną.-Zadzwonimy do cioci April?
Cholera, powinienem do niej zadzwonić, ale nie chcę martwić swojej siostry. Nie chcę żeby tu przyleciała. Poza tym nie wie nawet, że zdradzałem Rachel i że się rozstaliśmy. Jak mam powiedzieć to małemu chłopcu?
-Kiedy z nią ostatnio rozmawiałeś?-spojrzałem na niego.
-Dawno.
-Zadzwonimy do niej jutro, dobrze?-spytałem mając nadzieję, że do jutra mały zapomni.
Nie jestem jeszcze gotowy na rozmowę z siostrą. Mam nadzieję, że gdy przyjdzie mi z nią rozmawiać to Rachel się już wybudzi i będę mógł pominąć kilka rzeczy.
-Dobrze.-pokiwał głową.-A teraz chodźmy do tego pana co ma znaleźć Luca. Muszę mu powiedzieć z kim poszedł zieby mógł go znaleźć.
-Dobrze.-uśmiechnąłem się.
Ant jest mądrym chłopcem. Nigdy w to nie wątpiłem. Mimo że ma dopiero niecałe cztery latka to muszę przyznać, że Rachel dobrze go wychowuje. Oczywiście zdarzają się problemy, ale wiadomo, że z dziećmi zawsze są jakieś problemy. Mam nadzieję, że jak chłopcy dorosną to będą mądrzejsi ode mnie i nie wpakują się w żadne tarapaty. Chcę dla nich jak najlepiej, tak samo jak dla April. U detektywa Ant grzecznie odpowiadał na pytania i starał się dokładnie opisać faceta, z którym poszedł jego brat. Z każdym kolejnym zdaniem przekonywałem się, że to Matt. Mimo że chłopczyk nie widział go z przodu to zauważył na jego nodze tatuaż, dokładnie taki, jak posiada ich ojciec. Teraz wystarczy, że go znajdę. Zacisnąłem dłonie w pięści.
-Poczekasz chwilkę?-usłyszałem jak mówi do Anta.-Porozmawiam z Paulem.
-Dobrze.-chłopczyk zerknął na mnie, na co się uśmiechnąłem.-Ale znajdzie pan mojego brata?
Sam go znajdę jeżeli on tego nie zrobi.
-Postaram się i z twoją pomocą będzie mi łatwiej.
Wyszliśmy na korytarz żeby maluch nie słyszał o czym rozmawiamy. Zapewnie detektyw domyśla się jaki mam plan i dlatego chce ze mną porozmawiać. Ale czy chociaż trochę rozumie w jakiej jestem sytuacji?
-Wiem co myślisz, ale nie możesz wymierzyć sprawiedliwości na własną rękę.
Mówiłem? Każdy mi to mówi, ale nikt nie potrafi się postawić w mojej sytuacji. A co powiem Rachel jak się wybudzi? Wybacz, nie znalazłem twojego syna, bo policja i detektyw sami sobie radzą, a ja tylko czekam. Poczekamy razem, przecież Matt jest takim kochanym ojcem, który nigdy nie zrobił wam krzywdy. O nie, nie ma mowy.
-Zrobię to.
-Pamiętaj, że masz pod opieką Antona dopóki jego mama się nie wybudzi.-patrzy na mnie.-A nawet jak się wybudzi to też będzie cię potrzebować.
-Cholera!-podniosłem głos.-Poradzi sobie beze mnie, ale nie bez Luca. Jest jej synem, a ja w tej chwili nawet nie jestem jej facetem. Rozumiesz, że ona mnie znienawidzi? Już ją skrzywdziłem...-przetarłem twarz dłonią.-Gdybym nie myślał tylko o sobie to nic by się nie stało.
-O czym ty mówisz?-zmarszczył brwi.
-Ten skurwiel u niej był zaraz po tym jak wyszedł z więzienia. Oczywiście nie powiedziała mi o tym, bo się rozstaliśmy.
Powinienem powiedzieć mu o tym wcześniej. Nie wiem dlaczego o tym nie wspomniałem.
-Jesteś pewny, że to ich ojciec?
-A co to zmieni?-spojrzałem na niego zrezygnowany.
-Wtedy mogę zacząć działać od razu.
-Tak, jestem pewny.
-Dam ci dwa tygodnie na znalezienie go i zrobisz co uważasz. Chociaż uważam, że to za długo. Ale jeżeli ci się to nie uda, dasz mi działać i nie będziesz się wtrącać w moją robotę, a ja postaram się znaleźć chłopca. Nic więcej dla ciebie zrobić nie mogę.
-Dobrze, dzięki.
-Chcę ci pomóc, ale lepiej od razu skontaktuj się z adwokatem, bo później będzie trudniej.-poklepał mnie po plecach.-Powodzenia.
Dobrze kombinuje, ale jeżeli teraz skontaktuję się z adwokatem nie będę mógł się tłumaczyć, że działem pod wpływem emocji, że wcale nie planowałem zaatakować Matta. Wiadome będzie, że chciałem zrobić mu krzywdę. Zabrałem z gabinetu Anta. Muszę z nim porozmawiać i poprosić Annie żeby zaopiekowała się nim kilka dni po pracy. Wiem, że zrzuciłem na nią dość dużo, ale nie znam nikogo innego, kto mógłby zostać z Antem.
-I co ci powiedział ten pan?
-Że znajdziemy Luca.
-To dobzie. Mam nadzieję, że nić mu nie jest.
-Ja też.-wziąłem go na ręce.
Szczęśliwego Nowego Roku :)
Żeby Nowy Rok był jeszcze lepszy niż poprzedni 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…