Przejdź do głównej zawartości

Część 43.

Włóczyłem się po mieście całą noc, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Powinienem wrócić do Antona, ale nie mogłem. Zachowałem się okropnie. Kiedy jego mama leży w szpitalu ja polazłem do swojej kochanki żeby się z nią pieprzyć. Nie tak zachowuje się facet, któremu zależy na jakiejś kobiecie. Co jest, kurwa, ze mną nie tak? Wydawało mi się, że mam już ten etap za sobą. Do hotelu wróciłem nad ranem tylko po to żeby wziąć prysznic i się przebrać. Ignorowałem wszystkie telefony poza tym ze szpitala. Ant się obudził i pytał o mnie, więc muszę tam jechać. Nie mogłem też zignorować Annie, która wysłała mi smsa. Pożałuję, że jej nic nie powiedziałem. Gdyby wiedziała ilu rzeczy żałuję, bo może gdyby nie moje zachowanie Rachel nic by się nie stało, a Luc byłby przy niej, a nie z obcym facetem. Zgłosiłem porwanie na policję, ale na razie nic nie mogą zrobić. Najlepiej byłoby gdyby zrobił to ktoś z rodziny. Wychodzi na to, że muszę podjąć poszukiwania na własną rękę. Muszę się tym zająć jak najszybciej. Boje się, co Matt może zrobić swojemu synowi. Staram się myśleć, że facet się zmienił i nie zrobi chłopcu krzywdy. Bardzo chcę w to wierzyć. Nie wybaczę sobie jeśli maluchowi się coś stanie. Rachel nigdy mi nie wybaczy...
-Co ty, kurwa, wyprawiasz!!-wrzasnęła na mnie.-Dlaczego dowiaduję się ostatnia!
Stała pod szpitalem i gdyby mogła to by mnie zaczęła szarpać. Powstrzymała się pewnie tylko ze względu na przechodzących ludzi, którzy i tak nie zwracali na nas uwagi. Chociaż chciałbym żeby mnie uderzyła. Może to by sprawiło, że bym się w końcu ogarnął. Ile można gadać, że postępuję źle? Skoro to do mnie nie dociera to może warto mi przywalić. Co musi się stać żeby w końcu dotarło do mnie kto jest dla mnie najważniejszy?
-Powinnaś być w pracy.-próbowałem ją wyminąć.
Nie zamierzam z nią tutaj rozmawiać. Nie chcę musieć opowiadać jej co się stało i przyznawać, że to moja wina.
-Możesz mnie zwolnić.-złapała mnie za ramię.-Mam to gdzieś.
To prawda, mogę, ale to wcale nie znaczy, że chcę.
-Wiesz, że tego nie zrobię.-spojrzałem na nią.
Oczywiście, że wie i czasami odnoszę wrażenie, że to wykorzystuje. Jednak są dni kiedy traktuję ją okropnie i wcale się nie dziwię, że nie ma ochoty dla mnie pracować. I tak jestem w szoku, że nadal zależy jej na pracy w moim wydawnictwie.
-Ostatnio robisz same głupie rzeczy. Paul, nie poznaję cię.
Miałem ochotę wykrzyczeć jej, że najwidoczniej nigdy mnie nie znała. Wiedziała tylko tyle ile udało jej się usłyszeć od Rachel i na ile dałem jej się sam poznać. Jednak wydaje mi się, że pozwoliłem jej się poznać bardziej niż myślę.
-Wiele rzeczy wymknęło mi się spod kontroli.-przetarłem twarz dłonią, przypominając sobie o chłopcu.-Ant na mnie czeka.
-Jasne. Masz okazję wszystko naprawić...-spojrzała na mnie i dodała.-Ona cię potrzebuję, ale zasługuje na coś więcej niż jej oferujesz.
-Wiem, Annie.-powiedziałem cicho.
Rachel zasługuje na wszystko, co najlepsze. Nie jestem facetem jakiego by chciała, ale postaram się zmienić. Wiem, że się powtarzam, ale nie chcę żeby była z kimś innym. Chcę jej udowodnić, że mi na niej zależy. Mam gdzieś inne panny, od których nigdy nie chciałem nic poza seksem.  Eva chyba miała rację. Nie pomagam sobie, gdy lezę do laski żeby ją przelecieć. Muszę nauczyć się radzić sobie z problemami w inny sposób i zapomnieć, że seks może je jakoś rozwiązać. Zanim poszedłem do Anta zajrzałem jeszcze do Rachel. Leży podłączona do wszystkich aparatur, ale jeszcze się nie obudziła. Wygląda normalnie, jakby spała. Chcę żeby tylko spała. Usiadłem przy niej i chwyciłem jej dłoń w swoją. Nie mogłem się zebrać w sobie. Oparłem się czołem o jej rękę, zamykając oczy.
-Zajmę się Antem.-wyszeptałem po chwili.-I postaram się znaleźć Luca... Przepraszam.
Chyba siedziałem dłużej niż miałem zamiar, bo zaczęła wydzwaniać do mnie pielęgniarka, że Anton cały czas pyta kiedy przyjdę. Spojrzałem jeszcze raz na Rachel zanim wyszedłem, na jej spokojną twarz we śnie, którą widziałem tyle razy. Tyle, że teraz nie ma na niej żadnych emocji. Brakuje mi jej. Teraz dopiero zdałem sobie sprawę jak moje życie jest bez puste bez Rachel i jej dzieci. Wszedłem do sali chłopca, który podbiegł do mnie zapłakany. Zrobiło mi się przykro patrząc na niego. Powinienem przyjść tutaj od razu.
-Mówiłeś, że będziesz.-objął mnie mocno.-Obudziłem się i ciebie nie było.
-Musiałem na chwilę wyjść, ale już jestem.-wziąłem go na ręce.-Byłem u mamy.
-I cio z nią?-objął mnie rączkami za szyję.
Usiadłem na łóżku, sadzając go sobie na kolanach. Nigdy nie byłem najlepszy w rozmowach z dziećmi. To Rachel zawsze im wszystko wyjaśniała. Wiedziała doskonale co im powiedzieć. Chciałbym powiedzieć mu, że jego mama niedługo do niego przyjdzie, że wrócimy razem do domu, ale problem polega na tym, że nie mam pewności. Lekarz nie potrafi powiedzieć kiedy Rachel się wybudzi.
-Jeszcze śpi.-odpowiedziałem cicho.
-Musimy znaleźć Luca, wiesz?
-Wiem.-spojrzałem na niego.-Już go szukam.
Powinienem zrobić coś od razu jak Rachel do mnie zadzwoniła, a nie czekać aż sama się czegoś dowie.
-To dobrze, Paul.
Zdziwiłem się, że moje imię w jego ustach zabrzmiało dla mnie obco. Przecież zawsze tak do mnie mówił i wydawało mi się to normalne. Jednak teraz wolałbym żeby powiedział do mnie "tato". Ale nie powie, bo nim nie jestem i rudowłosa ostatnio mi to uświadomiła. Mi i dzieciakom. Jednak Ant jest dla mnie ważny, bo jestem przy nim odkąd się urodził. Ale to wcale nie znaczy, że jego brat znaczy dla mnie mniej. Oboje są moją rodziną, oni i Rachel. Jak mogłem pozwolić żeby przypadkowe kobiety poznane w klubie to zniszczyły? Paul, durniu, sam to zniszczyłeś. Położyłem się obok niego i słuchałem jak opowiadał o wypadku. Z bólem słuchałem jak bał się, gdy po tym jak uderzył w nich tir zauważył swoją mamusię śpiącą z lecącą jej krwią. Przytuliłem go do siebie, zakrywając twarz dłonią. Chroniliśmy Antona żeby nigdy nie przeżył nic w tym stylu. Wystarczyło, że Luc cierpiał przez ojca.
-Paul.-powiedział cicho.-Słuchasz mnie?
-Tak.-zerknąłem na niego.
-Nie wiedziałem co zrobić. Jakaś pani zadzwoniła gdzieś, a później nas zabrali.-powiedział smutno.-Mama się nie obudziła, a później jej nie widziałem.
-Jest dobrze. Jeszcze śpi. Pójdziemy do niej później, ok?
-Dobrze. Chciałbym żeby Luc był z nami a nie z tamtym panem.
-Wiesz jak wyglądał?
-Wysoki, z włosami trochę dłuższymi od twoich.-przyglądał mi się.-Stał tyłem, a zanim wybiegłem z klasy już ich nie było. I naucycielka mnie złapała.-powiedział zły, czym trochę mnie rozbawił.
-Dobrze, że z nimi nie poszedłeś.-rozczochrałem mu włosy.
-Czy myślisz, że to był tata?
-Ant...-zacząłem, ale nie dane mi było skończyć, bo wszedł lekarz.
Okazało się, że mogę zabrać młodego do domu. Teraz dopiero będzie ciężko. Wiem, bo nie umiem mu zastąpić mamy, a on teraz jej potrzebuje najbardziej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…