Przejdź do głównej zawartości

Część 42.

-Proszę za mną.
Szedłem za młodą kobietą w białym fartuchu, która prowadziła mnie do sali gdzie leży Ant. Chciałem zobaczyć Rachel, ale jest to w tej chwili niemożliwe, ponieważ nadal ją operują. Nie wiedzą ile to potrwa, więc powinienem być przy małym, gdy się obudzi. Nie chcę żeby się bał. Wszedłem do sali i od razu przysiadłem przy łóżku. Łzy cisnęły mi się do oczu, gdy widziałem podłączonego go do różnych aparatur. Cały czas obwiniam się, że pozwoliłem Rachel prowadzić. Była rozstrzęsiona, zapłakana i rozkojarzona, a ja nie zrobiłem nic żeby ją powstrzymać. To przeze mnie tu teraz są, to przeze mnie walczy o życie. Nie może zostawić swoich dzieci, nie ze mną. Bez niej nie dam rady. Nie jestem nawet ich prawnym opiekunem i gdy się coś stanie sąd przyzna opiekę ich ojcu. Nie mogę na to pozwolić. Rachel, nie zostawiaj nas. Otarłem łzy, które jakimś cudem zaczęły płynąć po mojej twarzy. Nie wybaczę sobie tego tak samo jak porwania Luca. Gdybym był z nimi nic takiego by się nie stało. W jednej chwili prawie straciłem całą swoją rodzinę, bo ich trójka jest moją rodziną i nigdy nie powinienem zostawić ich samych. Chyba właśnie teraz zrozumiałem jak ważni dla mnie są i że nie wyobrażam sobie życia bez tych dwóch maluchów i ich mamy. Dlaczego dopiero teraz, gdy mogę ich stracić.
-Paul.-odezwał się Ant słabym głosem.-Gdzie jesteśmy?
-Ant.-przytuliłem go.-Przepraszam.-wyszeptałem.
-Luc już psysedł?-spojrzał na mnie.-On posedł z jakimś panem. Chciałem iść po niego.-mówił szybko i prawie niewyraźnie.
Zawsze, gdy się czymś bardzo przejmuje zaczyna seplenić. Ostatnio nie zdarzało mu się to w ogóle.
-Spokojnie. Znajdę go.-przetarłem twarz dłonią.
-Płakałeś?-spytał zdziwiony.
-Bałem się o was.-powiedziałem cicho.
-Chcę do mamy.
-Wiem. Wrócisz ze mną niedługo do domu?-spojrzałem na niego.
-A mama?
-Poleży tutaj trochę dłużej, ale będziemy ją odwiedzać.
Pielęgniarka weszła sprawdzić jak czuję się Anton. Spytałem kiedy będę mógł zabrać go domu, ale niestety ona nie może udzielić mi takiej informacji. Nie ze względu, że nie jestem ojcem małego, ale dlatego, że nic nie wie.
-Zostanies ze mną?-spojrzał na mnie załzawionymi oczkami.-Nie chcę lezeć tu sam.
-Dobrze.-położyłem się obok niego i przytuliłem mocno do siebie.
Jesteśmy tak samo przerażeni i zdani teraz tylko na siebie. Jestem mu potrzeby. Muszę być przy nim. A kto będzie przy mnie. Nie zauważyłem kiedy zasnąłem, ale obudziły mnie szepty przy uchu. Otworzyłem oczy i zauważyłem lekarza, który stał nade mną.
-Mogę z panem porozmawiać?
-Oczywiście.-zerknąłem na Anta i delikatnie wysunąłem się z łóżka.
Mam nadzieję, że nie zauważy mojej nieobecności i wrócę zanim się obudzi. Wychodząc z sali spojrzałem jeszcze na niego.
-Nie jest pan ojcem Antona.-lekarz spojrzał na mnie.
-Nie.-pokręciłem głową.-Jestem z jego matką.
-Myślę, że powinien zająć się nim ojciec.
-Jego ojciec jest nieodpowiedzialny.-próbowałem mówić spokojnie.-Nie wie, że Ant jest jego synem. O mało go nie zabił zanim się urodził.-zacisnąłem mocno powieki na to wspomnienie.
Zaoszczędziliśmy małemu cierpienia tylko dzięki temu, że Matt nie dowiedział się, że ma drugie dziecko. Ten kutas myśli, że Anton jest moim i Rachel synem, i niech tak zostanie.
-Przepraszam. Po prostu ktoś musi się nim teraz zająć. Da pan sobie radę?
-Co z Rachel?-spojrzałem na niego przerażony.
-Dopiero przewieźliśmy ją na salę pooperacyjną, ale jeszcze się nie wybudziła. Będzie wymagała leczenia.
-Ile to potrwa?-zacząłem się denerwować.
-Tego jeszcze nie wiemy.-wzruszył lekko ramionami.-Robimy co możemy.
Zostawił mnie samego na korytarzu. Próbowałem przetworzyć jego słowa, ale chyba jeszcze nie wszystko do mnie docierało. Spojrzałem na koniec korytarza gdzie siedziała płacząca kobieta w ciąży. Ten sam lekarz, który ze mną rozmawiał podszedł do niej. Nie wiem co jej powiedział, ale sądząc po jej reakcji nie miał najlepszych wieści. Kobieta zaczęła krzyczeć. Najprawdopodobniej właśnie straciła kogoś bliskiego. Być może męża, ojca dziecka. Odwróciłem wzrok, zakrywając twarz w dłoniach. Bałem się, że mogę znaleźć się na jej miejscu. Przecież równie dobrze to ja mogłem usłyszeć, że już nigdy nie zobaczę najważniejszej kobiety w życiu i to zanim zebrałem się żeby powiedzieć ją, że ją kocham. Czyżbym właśnie poczuł to czego szukałem od kilku lat? Czyżbym właśnie ją pokochał? Nie wiem jakie to uczucie kogoś kochać, ale jeżeli właśnie wtedy człowiek czuje się w środku jakby pękało mu serce, jakby chciał dla drugiej osoby wszystko co najlepsze i się dla niej zmienić to właśnie to poczułem. Czuję, że kocham Rachel i mam wielką nadzieję, że się nie mylę. Nie chcę się mylić. Ze szpitala wyszedłem dopiero późnym wieczorem, ale poprosiłem pielęgniarkę żeby zadzwoniła do mnie od razu jak Ant albo Rachel się obudzą. Nie wróciłem do hotelu. Postanowiłem odwiedzić Evę. Nie widziałem jej od dwóch tygodni. Uśmiechnęła się na mój widok i od razu wpuściła do domu.
-Chcesz seksu?-spojrzała na mnie.
-Jak zawsze.-uśmiechnąłem się zadziornie, podchodząc do niej.
Nie powinienem tutaj być. Jednak propozycja seksu jest kusząca. Muszę ją bzyknąć.
-Przestań.-złapała mnie za dłonie, gdy próbowałem ją objąć.
-Nie masz na mnie ochoty?-spojrzałem jej w oczy.
-Powinniśmy to zakończyć, Paul.
-Ostatni raz.-wyszeptałem, zbliżając swoje usta do jej.-Potrzebuję tego.
-Nie.-odpowiedziała stanowczo, odchylając głowę.-Wróć do swojej kobiety.
Puściłem ją i odsunąłem się od niej kilka kroków do tyłu. Dlaczego to powiedziała? Zrezygnowany usiadłem na kanapie zakrywając twarz w dłoniach. Ma rację. Rachel leży w szpitalu, a ja przychodzę tutaj żeby się zabawić. Przestaje mnie dziwić dlaczego rudowłosa nie potrafi mi wybaczyć. Nie zmieniłem się.
-Co jest ze mną nie tak?
-Nic, Paul.-usiadła obok mnie.-Wiem, że ci tego nie ułatwiam dlatego muszę to zakończyć. Zasługujesz na to żeby mieć rodzinę. Będzie ci łatwiej jak skończę pracę w wydawnictwie.
-Przedłużę ci umowę.-spojrzałem na nią.
Zapomniałem o tym. Przez ten czas kiedy dla mnie pracowała spisała się dobrze. Przyda mi się taki pracownik jak ona.
-Nie chcę.-uśmiechnęła się.-Ruszam dalej i ty też powinieneś. Zależy ci na niej. Jak ma na imię?
-Rachel.
-Jest przyjaciółką Annie?-zmarszczyła brwi.-Dlatego była na mnie taka wściekła... Sam widzisz, że nie powinnam tam dłużej zostać.
-Muszę się nią zająć. Nią i Antonem.
-Masz rację.-położyła mi dłoń na ramieniu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…