Przejdź do głównej zawartości

Część 41.

Weekend spędziłem z Rachel i chłopcami. Brakowało mi czasu spędzonego na graniu i bieganiu za piłką. Rudowłosa przez te dwa dni wydawała się być wesoła. Rozmawialiśmy o tym jak chłopcy radzą sobie w szkole i że ostatnio nie ma z nimi żadnych problemów. Miałem wyrzuty sumienia, że problemy mieli przeze mnie. Jednak maluchy chyba zapomniały o bójce. W sobotę nie odstępowali mnie na krok. Ubłagali nawet swoją mamę żeby mogli pójść spać później. I mimo że czuję się wykończony po weekendzie to cieszę się, że spędziłem go z nimi. Teraz jak zawsze na koniec miesiąca zwołałem zebranie, na którym siedzę żeby dowiedzieć się co dzieje się w moim wydawnictwie. Na szczęście w tym miesiącu obyło się bez problemów, a wszyscy pracownicy wywiązali się ze swoich obowiązków. Spojrzałem na telefon i zaskoczony byłem widząc tam imię rudowłosej. Ona nie dzwoni bez powodu. Przestraszony odebrałem od razu, wychodząc z sali konferencyjnej, spotykając się jeszcze z niepokojącym spojrzeniem Annie. Od kilku minut Rachel próbuje mi coś powiedzieć, ale nie potrafię jej zrozumieć. Chciałem ją jakoś uspokoić, ale to sprawiało, że zaczynała płakać jeszcze bardziej.
-Rachel, proszę cię. Co się stało?-potarłem twarz dłonią.
Jeżeli za chwilę nie dowiem się co się stało to zwariuję. Nie wiem nawet gdzie jest żeby do niej jechać.
-Luc...-wydusiła w końcu.
-Co z nim?-spytałem, marszcząc brwi.
-Ktoś... Ktoś go porwał.-wypowiedziała niewyraźnie.
Ktoś porwał Luca? Chyba żartuje. Na pewno się przesłyszałem. To niemożliwe. Kto i po co miałby go porwać? Poprosiłem żeby powtórzyła jeszcze raz i niestety okazało się, że dobrze usłyszałem.
-Kto?-zacząłem nerwowo chodzić po gabinecie.
-Nie wiem.... Zzadzwoniła nauczycielka... Ppposzedł z kimś...
-Uspo...-nie dokończyłem, bo mi przerwała.
-Ant zaczął wrzeszczeć i uciekać. Paul, jadę po niego.
-Rachel, uważaj na siebie.-westchnąłem.
Jest w takim stanie, że nie dowiem się od niej teraz nic więcej i również nic do niej nie dociera. Boję się żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Chciałem powiedzieć żeby na mnie zaczekała, że ją zawiozę, ale nie dała mi nawet dojść do słowa.
-Dowiem się czegoś.-rozłączyła się.
Zastanawiałem się co robić. Nie wiem czy powinienem czekać na jakąś wiadomość od niej czy jechać do szkoły, a może do domu? Zastanawiałem się kto mógł porwać Luca i po co? Do głowy przyszła mi tylko jedna osoba, Matt. Zapewne chce się odegrać na rudowłosej za to, że nie pozwoliła mu się się spotkać z synem. Dobrze, że nie wie o Antonie. Zaoszczędziliśmy mu tym cierpienia, ale to nie znaczy, że Luc na to zasłużył. Poczekam na Rachel i jeżeli dowiem się, że to Matt, to obiecuję, że tym razem zrobię mu krzywdę. Będzie żałował, że wyszedł z więzienia. Taki z niego, kurwa, tatuś kochany, że funduje dziecku stres. Nie chcę sobie nawet wyobrażać przerażenia Luca jak go zobaczył. Chociaż Rachel mówiła, że z kimś poszedł. Czy młody był na tyle naiwny żeby iść z kimś obcym? Albo czy chciał iść ze swoim ojcem, którego się bał? Zdenerwowany czekałem na telefon od Rachel. W ciągu godziny zdążyłem nawrzeszczeć na kilku pracowników, którzy zawracali mi głowę. Stanąłem przed biurkiem Annie.
-Nie łącz mnie z nikim!
-Coś się stało?-zerknęła na mnie.
-Po prostu zachowujcie się tak jakby mnie tutaj dzisiaj nie było. Właściwie zaraz mnie nie będzie!-odwróciłem się i wróciłem do swojego gabinetu.
Telefon rozdzwonił się na biurku i miałem wielką nadzieję, że to Rachel. Że dzwoni żeby powiedzieć mi, że Luc wrócił do szkoły. Myliłem się. To wcale nie była Rachel. Zamarłem po tym co powiedział mi ktoś po drugiej stronie. Bezradnie opadłem na fotel, nie mogąc wydusić słowa. Czułem się jakby ktoś przywalił mi z całej siły pozbawiając oddechu. Chociaż nie, to był inny ból. Czułem jakbym stracił coś cennego, kogoś.
"-Jest pan tam? Halo?-słyszałem w słuchawce.
-Zaraz przyjadę.-odpowiedziałem zachrypniętym głosem."
Jak w amoku wybiegłem z gabinetu. Nie pamiętam nawet jak znalazłem się w samochodzie i w jaki sposób dojechałem do szpitala. Wciąż nie dociera do mnie co się stało. Stałem na środku korytarza, a nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Potrzebowałem chwili, długiej chwili żeby dojść do siebie. Osunąłem się po ścianie, przecierając twarz dłonią. To nie może być prawda, nie może. Przecież rozmawiałem z nią dzisiaj. Dlaczego pozwoliłem żeby jechała sama? Ocknąłem się dopiero po jakimś czasie, zauważając, że jakaś kobieta stoi nade mną.
-Nic Panu nie jest?-złapała mnie za ramię.
Poza tym, że ktoś porwał Luca i właśnie dowiedziałem się, że jego mama została tutaj przywieziona, jest dobrze. Cholera, kogo ja chcę oszukać! Nic nie jest dobrze. Nic takiego nie powinno się zdarzyć. Zastanawiam się czy ten dzień może być jeszcze gorszy.
-Nnie. Szukam kogoś...-próbowałem się podnieść.-Po prostu... Cholera, nie wierzę, że to się stało.-powiedziałem bardziej do siebie.
-Proszę się uspokoić.
-Jak mam się uspokoić skoro oni tu umierają!!-wrzasnąłem na nią.
-Kogo pan szuka?-spytała spokojnie czym zdenerwowała mnie jeszcze bardziej.
-Mojej Rachel!! I Anta, o boże, Anton.-złapałem się za głowę.
Zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju gdzie dała mi jakieś leki na uspokojenie. Spojrzałem na nią drwiąco i chciałem wyjść. Jednak do pokoju wszedł lekarz żeby dokładnie powiedzieć mi co się stało. Rachel miała wypadek samochodowy. Jechała z Antonem, gdy wyjeżdżając zza zakrętu uderzyła w tira, którego kierowca stracił panowanie. Zakryłem twarz w dłoniach. Wiedziałem, że była zbyt rozkojarzona żeby prowadzić. Oczywiście musiałem naściemniać, że Rachel jest moją narzeczoną, bo inaczej nie chcieliby ze mną rozmawiać, a już na pewno by mnie do niej nie wpuścili. Mam nadzieję, że gdy ją zobaczę nie zaprzeczy i będę mógł ją odwiedzać.
-Dobrze się pan czuje?-lekarz spojrzał na mnie.
-Okropnie. Pozwoliłem jej...-nie dokończyłem.
Jasne, że to wszystko moja wina. Gdybym jej nie zdradzał nigdy bym się nie musiał wyprowadzić i zostawić ich samych. Może gdybym się nie wyprowadził nie spotkałaby się z byłym mężem, który porwał jej syna. Nie musiałaby sama jechać do szkoły i narażać swojego życia i życia Anta. Jestem beznadziejny. Zniszczyłem życie dziewczynie, która w ogóle na to nie zasłużyła.
-Co z chłopcem?-spojrzałem na niego przerażony.
Powinienem pytać o Rachel, ale wyobraziłem sobie Antona leżącego we krwi nad nieprzytomną mamą, który płakał, bo nie mógł dobudzić mamy.
-Jest trochę poobijany i ma kilka siniaków. Jednak obyło się bez złamań i obrażeń wewnętrznych.
Gdy zapytałem o rudowłosą lekarz nie miał dla mnie dobrych wieści. Właśnie ją operują, a i tak nie mogą mi nic zagwarantować. Boję się, że już mogę nie mieć okazji powiedzieć jej, że ją kocham.

I właśnie w tym momencie właśnie zaczyna się tragedia, która wiele zmieni w życiu Paula ;)
 czy Paul zrozumiał, że kocha Rachel? A co najważniejsze czy Rachel przezyje?



Komentarze

  1. Uła... Dzieje się.:-D
    Czyżby Paul umiał jednak kochać?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…