Przejdź do głównej zawartości

Część 40.

-Byłeś ostatnio u Rachel?
Annie stoi przede mną w moim gabinecie. Nie miałbym nic przeciwko gdyby nie krzyczała. Jest dopiero dziewiąta, a ja jeszcze się nie obudziłem i nie pomaga druga kawa. Wczoraj pozwoliłem sobie wypić więcej niż powinienem, ale sądziłem, że gdy przyjadę do pracy będę miał spokój przynajmniej przez kilka godzin.
-Zamilcz.-przyłożyłem palec do ust.
-Nie powiedziała ci, że rozmawiała z Mattem, prawda?-skrzyżowała ręce na piersiach.
-Co?-zerwałem się z krzesła jak poparzony i w jednej chwili znalazłem się przy niej.
Żartuje sobie ze mnie. Rozmawiałem z Rachel i nie wspomniała nic o spotkaniu z byłym mężem. Przecież pytałem ją o to. Jak mogła mnie okłamać? Przecież ten facet jest zagrożeniem dla niej i dla dzieci. Do tej pory myślałem, że mam do czynienia z dorosłą i odpowiedzialną kobietą, ale okazuje się, że nie do końca.
-Po co tam łazisz skoro nic ci nie mówi?-spojrzała na mnie z wyrzutem.
-Rozmawiałem z nią. To nie moja wina, że twoja przyjaciółka nie chciała mi tego powiedzieć!-podniosłem głos.
-Ciekawe dlaczego.-zakpiła.
Mam już dość wypominania mi jakim jestem kutasem. Doskonale wiem i rozumiem, że zachowałem się źle. Jeżeli Annie uważa, że wypominanie mi tego na każdym kroku coś zmieni to jest w błędzie. Zresztą nie muszę jej się tłumaczyć z mojego życia prywatnego. Niech zajmie się lepiej swoim.
-Daj mi spokój.-minąłem ją.
Wkurzony wyszedłem z gabinetu. Bez słowa minąłem Evę, która chciała ze mną rozmawiać. Jest chyba ostatnią osobą, którą chciałbym teraz widzieć, a co dopiero rozmawiać. Postanowiłem złożyć wizytę Rachel. Dzieciaki są akurat w szkole, więc może tym razem będzie ze mną szczera. Skoro nie chciała mi nic powiedzieć to po co dwa dni temu dzwoniła do mnie żebym przyjechał? Powinienem się wtedy domyślić, że nie była przerażona tylko dlatego, że dowiedziała się, że Matt wyszedł z więzienia. To oczywiste, że ją odwiedził. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? Cholera, przecież miałem ją chronić. Miałem nadzieję, że jest ze mną szczera.
-Paul, co ty tutaj robisz?-spojrzała na mnie zdziwiona.-Jesteśmy umówieni dopiero na następny weekend.
-Nie wierzę, że mi nie powiedziałaś.-spojrzałem na nią z wyrzutem.-Dlaczego?
-O czym ty mówisz?-zmarszczyła brwi.
-O twoim byłym mężu!-podniosłem głos.
Nie chciałem, ale nie potrafię ukryć jaki jestem wściekły, że ten facet się do niej zbliżył. Próbował ją zabić, rzucił się na Luca, a ona teraz tak po prostu się z nim spotkała.
-To nie powinno cię obchodzić.-odburknęła oburzona.
Oh, świetnie. Niech się jeszcze na mnie obrazi za to, że chcę ją chronić.
-Nie? To po co wtedy do mnie dzwoniłaś? Chciałaś żebym cię tylko pocieszył.-zakpiłem.
-Paul, przestań.-przymknęła powieki.
-No co?-złapałem ją za ramiona.-Nie pamiętasz co ci zrobił? Bo ja pamiętam doskonale.
-Nie musisz mi o tym przypominać!-zaczęła krzyczeć.
-Chyba jednak muszę.-puściłem ją.
-Jest ich ojcem.-powiedziała cicho, nie patrząc na mnie.
Nie wierzę, że to powiedziała. Ten facet nie zasługuje żeby poznać Anta ani spotykać się z Luciem. Nie zasłużył żeby któryś z nich wołał do niego "tato".
-Żartujesz?-prychnąłem.-Ojciec, który chciał zabić własne dzieci.
-Przestań!-uderzyła mnie z całej siły w ramię.
-To ja byłem przy Ancie od samego początku.-spojrzałem na nią.
-I co z tego?-spytała wściekła.-On nie jest twoim dzieckiem!
Trafiła w sedno. Ale co z tego, że nie jest moim dzieckiem skoro jest dla mnie bardzo ważny. Gdybym był gotowy żeby być ojcem to by nim był. Chciałbym żeby był moim synem. Zrezygnowany usiadłem na krześle, opierając głowę o blat. Nie wiem już jak mam z nią rozmawiać. Wydawało mi się, że jest rozsądna.
-Masz rację.-powiedziałem cicho.-Ale zachowujesz się jakby to się nigdy nie zdarzyło.
-Ale zdarzyło.-powiedziała już spokojnie.-Mam ślady.
-Wiem.
Do tej pory nie mogę wymazać z pamięci jej śladów po uderzeniach na plecach. Bił ją wszystkim, co miał pod ręką. Mimo że rany się już zagoiły to blizny nadal są widoczne. Pamiętam jak wyglądały jej plecy tego feralnego dnia. Bałem się jej dotknąć żeby nie bolały ją bardziej. Zawiozłem ją i Luca do szpitala. Mały na szczęście miał tylko podbite oko, kilka siniaków na brzuchu i wielką ranę na kolanie, po której została mu szrama. Pamiętam jak przez kilka miesięcy nie dała się dotknąć ani nawet przytulić. Nie mogłem nic zrobić tylko patrzeć jak cierpi. Dowiedziałem się wtedy, że jest w ciąży. Chciałem zabić jej byłego męża i jedyne co go przede mną uratowało to więzienie. Pamiętam również jak odczuwała ból za każdym razem, gdy się ubierała albo rozbierała, jak brała Luca na ręce i jak płakała po nocach. Doskonale to wszystko pamiętam. Byłem wtedy przy niej nawet jak mnie odpychała. Chciałem żeby to spotkało mnie, a nie ją, bo ja byłbym w stanie to znieść.
-Powinieneś już iść.-odezwała się po chwili.-Dam sobie radę sama.-podkreśliła ostatnie słowo.
-Nie chcę żebyś dawała sobie radę sama.-spojrzałem na nią.-Rachel, chcę ci pomóc.
-Nie martw się o mnie.
-Nie potrafię.-wstałem i podszedłem do niej.
-Spróbuj.-wyszeptała.-Idź już.
-Nie odsuwaj się ode mnie, proszę.-pocałowałem ją w czoło.
-Paul, tu nie chodzi o nas. Po prostu chodzi o dobro moich dzieci. Może on się zmienił?-patrzyła na mnie czekając aż jej przytaknę.
Nie mogłem tego zrobić. Nie wierzę żeby ktoś taki się zmienił. Więc dlaczego oczekuję, że zrozumie, że ja się zmieniłem? Nie jestem taki jak on, ale zraniłem ją w inny sposób równie mocno. Tyle, że rana jaka powstała w jej sercu z mojego powodu nie zagoi się szybko. Nie mam pewności czy w ogóle się zagoi. Zniszczyłem ją. Czy nie wystarczająco w życiu już przeszła? Żałuję, że nie spotkała na swojej drodze kogoś lepszego...
-Nie. Nie chcę ci mówić co masz robić, ale on na to nie zasługuje. Cholera, Rachel, nie chcę mieć racji.-wyszedłem zostawiając ją samą, tak jak sobie tego życzyła.
Włóczyłem się po okolicy kilka godzin. Skoro nie mam pewności, że nie spotka się kolejny raz z byłym mężem to powinienem zacząć ją pilnować. Usiadłem za kierownicą i przetarłem twarz dłonią. Nie wiem co mam zrobić. Po powrocie do hotelu wziąłem długą gorącą kąpiel żeby chociaż na chwilę o wszystkim zapomnieć. Chcę dobra Rachel i jej dzieci. Nie mogę pozwolić żeby Matt dowiedział się, że Anton jest jego synem. Tylko w taki sposób mogę go ocalić przed krzywdą jaka może go spotkać ze strony ojca. Nie wiem tylko jak przekonać do tego rudowłosą, która ma nadzieję, że jej były mąż się zmienił. Powinienem się z nim spotkać i użyć pięści jeżeli będzie taka potrzeba. Muszę dowiedzieć się gdzie teraz mieszka i złożyć mu wizytę jutro z samego rana. Powinienem to zrobić od razu, gdy dowiedziałem się, że wyszedł z więzienia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…