Przejdź do głównej zawartości

Część 38.

Nie mam pojęcia co mnie przygnało pod jej drzwi. Obiecałem sobie, że już nigdy jej nie wykorzystam, ale muszę. To okropne, że zjawiam się tutaj z zamiarem żeby bzyknąć swoją przyjaciółkę, a później wyjść jak gdyby nigdy nic. Przyjaciółkę, która wróciła po śmierci męża, bo liczy, że mogę z nią być. Nie chcę z nią być i nigdy nie chciałem. Byłem młody i głupi, że kiedyś dałem jej się na to namówić prawie tracąc naszą przyjaźń. Zamiast stać teraz tutaj mogłem być u Evy, która jest zawsze bardzo chętna. Jednak dziś mi odmówiła. Stwierdziła, że nie możemy tego dalej ciągnąć, bo powinienem wrócić do Rachel. Powiedziała, że tylko odmawiając może mi w tym pomóc. Myślała, że co, ona jedna da się bzyknąć? Powinienem iść do klubu, ale po tym jak jedna panna znalazła jakimś cudem mój adres, to miejsce przestało być bezpieczne. Nie mogę się ciągle bać, że jakaś wariatka zacznie mnie szukać, bo po jednej nocy stwierdziła, że coś nas łączy. Wracając do Ivy. Jestem tutaj, bo wiem, że mi ulegnie. Jestem tego pewny. Zbyt dobrze ją znam. Dlatego czuję się gorzej, bo przyszedłem żeby ją wykorzystać. Nie mam ochoty na rozmowę, którą pewnie mi zaproponuje. Od razu jak tylko zobaczyłem ją w drzwiach nie mogłem się powstrzymać i zacząłem ją całować. Przez chwilę chciałem żeby mnie powstrzymała, ale ona odwzajemniła pocałunek, co podziałało na mnie jak czerwona płachta na byka. Tak dawno jej nie całowałem, że zapomniałem już jak smakują jej usta. Jednak nie czuję już tego, co kiedyś, gdy ją całowałem. Nie jest dla mnie jak każda inna, ale jej pocałunki nie znaczą ani trochę więcej niż te Rachel. Objąłem ją w talii i przyciągnąłem do siebie. Zanim wplotła swoją dłoń w moje włosy, przymknęła drzwi, o które się oparłem, ciągnąc ją za sobą.
-Nadal mnie pragniesz.-wyszeptałem, trzymając jej twarz w dłoniach i opierajac swoje czoło o jej.
Wystarczył jeden gest, słowo, że nie chce a dałbym jej spokój. Powinna mnie odtrącić dla własnego dobra.
-Nic się nie zmieniło, Paul.-patrzyła mi w oczy licząc, że odpowiem to samo.
Nie odpowiem, bo w tej chwili pragnę tylko jej ciała. Nie czułem się źle z tym, że ją wykorzystuję. Sama mi na to pozwoliła. Rano obudziłem się pierwszy i dopiero wtedy miałem wyrzuty sumienia, że ta noc skończyła się właśnie w taki sposób. Jednak nie powiniennem czuć się winny. Nie protestowała, mimo że doskonale wie, że nie mogę dać jej nic więcej. Tyle, że tym razem nawet nie chcę spróbować dać jej więcej.
-Wiem po co przyszedłeś.-odezwała się, patrząc na mnie.
-Nie mogę ci nic obiecać. Nie zmieniłem się od tamtego czasu.-cmoknąłem ją w policzek.-Cały czas jestem draniem.
-Wiem. Przestałam mieć nadzieję.-uśmiechnęła się.-Gdybym ją nadal miała nie poszłabym z tobą do łóżka.
Chciałbym wierzyć, że tak jest. Jednak prawda jest taka, że poszła ze mną do łóżka licząc, że coś to między nami zmieni, że Rachel nie znaczy dla mnie nic, bo ciągle wracam do niej. To nie prawda, Rachel to jedyna kobieta, która znaczy dla mnie o wiele więcej. Potrzebuję tylko trochę czasu żeby ją pokochać, a ona żeby mi na nowo zaufać. Obiecuję, że nie zmarnuję kolejnej szansy, o ile w ogóle ją dostanę.
-To dobrze, bo nie chciałem cię zranić.-odpowiedziałem udając, że jej wierzę.
Wstałem i zacząłem zbierać swoje rzeczy.
-Możesz zostać.-obróciła się na plecy i patrzyła jak zakładam spodnie.
Zawsze od kobiet, z którymi sypiam oczekuję, że zwiną się z mojego pokoju jak najszybciej, więc dlaczego miałbym teraz zostać? Jeżeli bym został musiałbym patrzeć na Ivy, która udaje, że nie chce ode mnie nic więcej. Nie chcę zostać.
-Nie powinienem.-podrapałem się po głowie, zerkając na nią.
-Czy nie chcesz?
-Nie chcę, Ivy.-westchnąłem ciężko.-Po prostu nie wiem co zrobić.
-Tęsknisz za Rachel.
-Nie mów o niej teraz.-odburknąłem, naciągając na siebie koszulkę.
Nienawidzę, gdy ktoś wymienia imię mojej kobiety, byłej kobiety, w momencie gdy ją zdradziłem. Tym bardziej, gdy mówi to kobieta, z którą się przespałem. Nie powinienem mieć do nikogo o to pretensji, bo to tylko i wyłącznie moja wina, ale nie potrafię być obojętny, gdy ktoś o niej wspomina. Mam wtedy wrażenie, że mówiąc o Rachel kpi z niej i w ogóle nie szanuje, a właśnie ona jedna zasługuje na szacunek.
-Czemu nie?-spytała zaciekawiona.
Jeżeli uważa, że w taki sposób coś ze mnie wyciągnie to jest w błędzie. Sprawi tylko, że przestanę jej ufać i będę ją mniej lubić. Nie będę już wtedy mógł traktować jej jak do tej pory.
-Bo sprawisz, że powiem ci coś czego nie chcę.-nachyliłem się nad nią.-Powinnaś sobie wybić mnie z głowy. Tak będzie dla ciebie o wiele lepiej i może w końcu zaczniesz być szczęśliwa.-pocałowałem ją w czoło.
-Myślisz, że nie potrafię być szczęśliwa, bo nadal cię kocham?-zaśmiała się.
-A nie?-spojrzałem na nią, unosząc brwi.
Po chwili ciszy wiedziałem, że mam rację. Tym bardziej nie powinienem tutaj wczoraj przychodzić. Nie będę jej przepraszać, bo nie mam za co. Próbowałem tłumaczyć sobie, że sama mi na to pozwoliła. Tylko czy gdyby odmówiła nie próbowałbym jej jakoś przekonać? I tak by w końcu uległa, więc to moja wina.
-Pa, Ivy.-pożegnałem się i wyszedłem unikając jej kolejnych pytań.
Wkurza mnie to, że nie mam się gdzie podziać. Nigdy nie lubiłem wracać do pustego domu. Chcę odwiedzić Rachel. Jednak wiem, że powinienem zapowiedzieć swoją wizytę wcześniej ze względu na dzieciaki. Nie chcę im mieszać w głowach. Postanowiłem odwiedzić bar naprzeciwko wydawnictwa. Często tam bywam dla towarzystwa. Lubię pogadać z barmanem, który zazwyczaj nie ma nic lepszego do roboty.
-Znowu ty.-zaśmiał się na mój widok.-Nie wolałbyś wyjść do klubu?
-Lubię ten bar.-rozejrzałem się dookoła.
Chyba miałem nadzieję, że zobaczę gdzieś Claire. Nie myślałem o niej. Dopiero teraz przypomniało mi się, że tutaj pracuje, a może już nie. Nie powinno mnie to obchodzić.
-Nie ma jej tu dzisiaj.-odezwał się po chwili.
-Kogo?-spojrzałem na niego zdziwiony.
-Szukasz Claire.
-Wcale nie.-upiłem łyk piwa.-Tak się tylko rozglądałem.
Jestem aż tak przewidywalny? Skoro wszyscy widzą jak się zachowuję to jak przez tyle czasu udawało mi się ukrywać zdrady przed Rachel? Chociaż powiedziała, że wiedziała po co wychodzę do klubów, więc dlaczego pozwalała mi myśleć, że nic nie wie? Dlaczego pozwalała tak długo się ranić? Dopiłem piwo i wyszedłem z baru. Gdy usłyszałem dźwięk swojego telefonu miałem ochotę go wyrzucić. Jednak gdy na wyświetlaczy zobaczyłem, że dzwoni Rachel odebrałem bez zastanowienia.
"-Paul, możesz do nas przyjść?-powiedziała roztrzęsionym głosem.
-Coś się stało?
Rachel nie dzwoni tak po prostu. Musiało się coś stać. Zamiast głupio pytać od razu powinienem do niej jechać.
-Tak. Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale potrzebuję twojej pomocy.
-Przyjadę za chwilę.
-Dziękuję.-wyszeptała."


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…