Przejdź do głównej zawartości

Część 34.

-Musimy porozmawiać.-pierwsze słowa jakie usłyszałem po wejściu do domu.
Jestem wściekły, bo jakaś panna z klubu mnie szukała. Wypytywała o mnie Brada, który od razu do mnie zadzwonił. Na szczęście jak na dobrego przyjaciela przystało nie powiedział jej gdzie może mnie znaleźć. W klubach staram się być anonimowy, ale wiem, że to długo nie potrwa. Boje się jednak, że gdy panna dowie się kim jestem będzie chciała narobić mi brudu i wyłudzić pieniądze. Kurwa, nie mogę pozwolić żeby w jakiś sposób zaszkodziła wydawnictwu. Już nie chodzi o mnie, ale konsekwencje powinienem ponieść ja, a nie ludzie, którzy dla mnie pracują. Mam ochotę położyć się spać i zejść wszystkim z drogi zanim powiem im coś przykrego. Ale nie mogę, bo Rachel ma dla mnie jakieś rewelacje.
-Nie mam najlepszego humoru.-podrapałem się po głowie, wchodząc do kuchni.
Chłopców nie było w salonie, więc pewnie siedzą u siebie w pokoju. Za to Rachel wcale nie wygląda na zadowoloną moim widokiem. Nawet nie próbowałem zastanawiać co takiego się stało. Niech powie co musi i da mi spokój.
-Uwierz, że mój humor wcale nie jest lepszy od twojego.-powiedziała spokojnie.
Podziwiam ją. Nawet jeśli jest zła potrafi ukryć swoje emocje i udawać, że nic się nie stało, mimo że jej słowa mówią coś zupełnie innego. Za dobrze ją znam żeby nie wiedzieć, że jest wkurzona.
-Co się stało?-usiadłem naprzeciwko niej zmęczony, podpierając głowę na dłoniach.
-Ciebie powinnam o to zapytać.-odpowiedziała obojętnie.-Jakaś kobieta cię szukała.
-Co?-spojrzałem na nią zdziwiony.
Kto mógł mnie tutaj szukać? Nikomu nie podaje swojego adresu właśnie dlatego, żeby uniknąć sytuacji, gdy komuś zachce się przyjść tutaj pod moją nieobecność. A jednak ktoś znalazł sposób żeby mnie tu szukać.
-To, co słyszałeś.-stała, krzyżując ręce na piersiach.
-Jaka kobieta?-zmarszczyłem brwi.
-Nie znam jej. Blondynka, ładna blondynka.-dodała cicho.
Nie wiedziałem co o tym myśleć, ale patrząc na Rachel wiedziałem, że nic dobrego nie ma mi do powiedzenia. Nie próbowałem nawet udawać, że nie domyślam się co jej powiedziała. Jednak łudziłem się, że powie coś innego, czego się nie spodziewałem.
-Nie mam już sił udawać, że nic się nie dzieje!-zaczęła krzyczeć i płakać.-Myślisz, że nie wiem po co chodzisz do tych klubów?! Że nie wiem, że mnie zdradzasz?
-Nie zdradzam cię.-wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
-Jak długo?-spojrzała na mnie zapłakana, a ja nie byłem w stanie patrzeć jej w oczy.-Jak długo, Paul, do cholery?!-walnęła mnie z całej siły w ramię.
-Odkąd wróciłem z Paryża nie spałem z nikim innym.-westchnąłem ciężko, zamykając oczy.
Wiedziałem, że będę musiał jej to powiedzieć. Nie sądziłem tylko, że akurat teraz, że sama się dowie. Miałem nadzieję, że sam wytłumaczę jej to na spokojnie, ale prawda jest taka, że wolałem odkładać ten temat w nieskończoność. Więc teraz muszę się liczyć z konsekwencjami. Czułbym się lepiej z myślą, że ją to nie ruszyło.
-O Boże.-przytknęła dłoń do ust.-Paul, ona będzie miała z tobą dziecko.
No tego to już za wiele. Jakaś obca baba przychodzi do mojego domu, rozmawia z moją kobietą i jeszcze ma czelność mówić jej takie rzeczy? Rozumiem, że uwierzyła jak powiedziała, że ze mną spała. Ale jak mogła uwierzyć, że jakaś kobieta będzie miała ze mną dziecko? Nie nadaję się na ojca i nigdy nie byłem na tyle nieodpowiedzialny żeby uprawiać seks bez zabezpieczeń z laską poznaną w klubie. Z laską, która na drugi dzień będzie bzykać się z innym facetem. Nie chciałbym takiej matki dla swojego dziecka bardziej niż nie chcę być teraz ojcem. Myślałem, że Rachel zna mnie na tyle dobrze żeby to wiedzieć. Jednak przez tyle czasu nie sądziła, że ją zdradzam, że to prawda, więc rozumiem, że ma wątpliwości.
-To niemożliwe.-wstałem, przewracając krzesło.-Nie ze mną.
-Skąd masz tę pewność? Spałeś z nią.
-Rachel.-podszedłem do niej.-Możliwe, ale na pewno nie zrobiłem dziecka jakiejś dziwce z klubu.
-Skąd mam to wiedzieć? Oszukiwałeś mnie tyle czasu.-powiedziała cicho.-Mogłeś zaprzeczyć.-usiadła przy blacie.-A ja dalej mogłabym udawać, że nic nie wiem.
Mogłem, ale nie chciałem jej dłużej okłamywać i ranić. Ale czy teraz nie ranię jej bardziej? Nie rozumiem tylko jednego. Skoro wiedziała, że ją zdradzam dlaczego ani razu o tym nie napomknęła? Nie próbowała się dowiedzieć czy jej podejrzenia są słuszne aż do teraz kiedy ktoś jej o tym powiedział.
-Przepraszam.-stałem wpatrując się w jej plecy.-Wiedziałem, że kiedyś się dowiesz, ale nie umiałem ci tego powiedzieć. Nie chciałem cię zranić.
-Nie chciałeś?-prychnęła, spoglądając na mnie.-Wiedziałam skąd wracasz każdej nocy po wyjściu z klubu. Zawsze starałam się robić wszystko żebyś w następny weekend tam nie wrócił. Wybacz, że nie potrafiłam więcej, ale w porównaniu do tamtych kobiet musiałam skupić się też na swoich dzieciach.
Cholera, nie mogę pozwolić żeby ona mnie przepraszała. Nie zrobiła nic złego. To wszystko to tylko moja wina. Wykorzystałem ją, bo nie chciałem być sam. Nigdy nie potrafiłem być jej wierny. O ile po powrocie do domu byłem wściekły teraz czuję się okropnie.
-Chciałem się zmienić.-usiadłem obok niej.-Rachel, ja nie wiem czy... Chcę dla ciebie jak najlepiej, ale ja chyba nie potrafię być inny... Próbowałem.
-Wiem.-odpowiedziała, tępo patrząc przed siebie.-Nie wiem co dalej, co z nami.
Nie wiedziałem już co powiedzieć. Właśnie ją straciłem. Wiem, że nie jest w stanie mi wybaczyć, a ja nie mogę zatrzymać jej przy sobie. Jedyny sposób żeby została to powiedzieć, że ją kocham, ale nie potrafię. Nie chcę tego mówić, gdy nie jestem pewien swoich uczuć. Wystarczająco ją okłamywałem i nie zamierzam robić tego teraz tylko dlatego, że boję się zostać sam.
-Powiedz coś.-spojrzała na mnie.
-Nie mogę.
Widziałem smutek w jej oczach i nie mogłem zrobić nic. Tak bardzo starałem się żeby jej nie zranić, ale przecież doskonale wiedziałem, że jak moje kłamstwa wyjdą na jaw to ją zrani. Czekałem co zrobi. To oczywiste, że mi nie wybaczy, na pewno nie teraz. Oboje musimy zastanowić się co dalej. Może taka przerwa dobrze na mnie wpłynie i w końcu zrozumiem, że znaczy dla mnie więcej. 
-Potrzebujemy od siebie odpocząć. Wynajmę coś dla siebie i dzieci.-powiedziała po dłuższej chwili.
-Nie, Rachel.-złapałem ją za dłonie.-To jest nasz dom. Zostań tutaj z dziećmi. Ja się wyprowadzę na jakiś czas. Jeżeli będziesz chciała żebym wrócił...-patrzyłem na nią.
Kupiłem ten dom z myślą o mnie i o niej. Nie mogę pozwolić żeby się stąd wyprowadziła. Mi będzie łatwiej coś znaleźć niż jej z dziećmi, a wiem, że teraz nie zgodzi się żebym zaproponował jej wsparcie finansowe. Jako że nie pracowała założyłem jej konto gdzie wpłacałem pieniądze, które wydawała na siebie i dzieci. Tak ustaliliśmy i chcę żeby nie miała żadnych oporów wydając je dalej. To, że odejdę nie znaczy, że zostawię ją z niczym. Wiem, że nie odmówi przynajmniej dopóki nie znajdzie jakiejś pracy. Odetchnąłem głęboko. Nie chcę żeby musiała jej szukać, chcę żeby siedziała z chłopcami w domu tak jak do tej pory.
-Nie chcę cię wyganiać z twojego domu. Wystarczy kilka dni żebym mogła sobie wszystko przemyśleć.
-Rozumiem.-pokiwałem głową i pocałowałem ją w czoło.-Pieniądze na koncie zawsze są twoje i wydawaj je.-wyszeptałem.
Być może to ostatni buziak jakim ją darzę. Nie chcę jej zostawiać samej z dzieciakami. Chłopcy przyzwyczaili się do mnie, a ja ich teraz zostawię jak ich ojciec. Czuję się trochę jak on tyle, że ja nigdy nie podniósłbym ręki na ich trójkę. Są dla mnie zbyt ważni i będę ich chronić przed każdym złem czy tego chcą czy nie. Poszedłem na górę spakować kilka swoich rzeczy. Chciałem pożegnać się z chłopcami, ale bałem się jak zareagują. Cicho zajrzałem do ich pokoi i zrobiło mi się przykro, że muszę odejść. Mam nadzieję, że Rachel pozwoli mi ich odwiedzać. Byłem z nimi odkąd urodził się Anton. Zżyłem się z nim najbardziej i on chyba ze mną też. Luc po dłuższym czasie też w końcu mnie polubił. Przykro mi, że muszę ich zostawić. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…