Przejdź do głównej zawartości

Część 19.

Wieczorem zadzwoniła Rachel. Spodziewałem się wszystkiego po jej telefonie, ale nie tego, że tak trafią we mnie jej słowa, że tęskni za mną. Chciałem jej powiedzieć, że ja też, bo tak właśnie czułem. Jednak słuchałem tylko jak opowiada o tym jak spędzają czas z chłopcami beze mnie. Podobno cały czas pytają kiedy wrócę żeby się z nimi pobawić i że czekają z nową grą na mnie. Głupio mi kiedy to słyszę, bo kiedyś myślałem, że beze mnie jest im lepiej. Że gdybym odszedł nie zwróciliby na to uwagi i zapomnieli o mnie. Daliby sobie radę mając moje pieniądze. Teraz zdaję sobie sprawę, że pozwoliłem im zbliżyć się do siebie bardziej niż chciałem, że moje pieniądze nie zastąpią im mnie. Ja też się do nich zbliżyłem. Zależy mi na tych dwóch maluchach i bardzo chcę żeby osiągnęli w życiu dużo więcej niż ich ojciec wieczny nieudacznik. Tak wielu rzeczy chcę ich nauczyć, pomóc osiągnąć to, o czym marzą. Mam możliwość żeby zapewnić im taką przyszłość jakiej będą chcieć.
"-Dużo się działo.-podrapałem się po głowie.-I chyba jeszcze sporo przed nami. Nie miej mi za złe, że chce zostać z April jeszcze tydzień.
-Jasne, że nie mam. Ona też cię potrzebuje.
-Moglibyście przylecieć na weekend.-na ten pomysł wpadłem przed chwilą, ale podoba mi się myśl, że miałbym tu Rachel i dzieciaki.-Zabrałbym was do Disneyland'u.-zaśmiałem się.
-Dobrze, że chłopcy leżą już w łóżkach, bo jakby to usłyszeli nie daliby mi spokoju.-również się zaśmiała.-Zajmij się, April, a jak będzie z nią lepiej to daj znać. Porozmawiam z nią wtedy i przemyślę twoją propozycję.
-Nie ufasz mi.-dziwne, że dopiero pod tym względem miałaby mi nie ufać, a nie z powodu nocnych schadzek do klubów.
-Nie, ale ona potrzebuje cię przez jakiś czas tylko dla siebie."
Nie mogąc zasnąć długo myślałem o rozmowie z Rachel. Jaka inna kobieta by wytrzymała ze mną tak długo? Każda inna już dawno zaczęłaby marudzić, że nie spędzam z nią każdej wolnej chwili, że wolę iść do klubu niż spędzić ten czas z nią. Być może miałaby nawet pretensje o to, że wyjeżdżam do siostry i siedzę niewiadomo ile, a ją raczę jednym telefonem raz na kilka dni. Z jednej strony bardzo chcę być z Rachel, ale z drugiej wiem jak bardzo ją zraniłem i że lepiej dla niej, gdy się o tym dowie, lepiej będzie gdy znajdę sobie kogoś innego. Namieszałem sobie w życiu na własne życzenie, więc muszę z tym żyć. Jednak myśl, że zraniłem nie tylko niewinną kobietę, która mnie kocha, ale też dwójkę jej maluchów, jest okropna. Wstałem do łazienki, ale przed drzwiami zderzyłem się z April, która właśnie stamtąd wychodziła. Stała przede mną smutna i przerażona, trzymając coś w dłoniach. Nie spojrzała nawet mi w oczy.
-Co się dzieje?-chwyciłem ją za ramiona.-Coś się stało?-przyjrzałem się jej bladej i smutnej twarzy.
Spoglądała nerwowo na mnie i na swoje dłonie. Odkąd tutaj jestem nie mogę rozgryźć co się z nią dzieje. Po wczorajszym spotkaniu z Olivierem myślałem, że trochę jej przeszło. Wydawała się nawet mniej zdenerwowana jak wróciliśmy do domu.
-Jestem w ciąży.-wtuliła się we mnie i zaczęła płakać.
Minęła chwila zanim dotarło do mnie co powiedziała. Jak to w ciąży? Czy niedostatecznie poinformowałem ją, że powinna się zabezpieczać i w jaki sposób? Wygłosiłem jej na ten temat mowę, w której wszystko dokładniej jej wyjaśniłem, a nawet zaprowadziłem do ginekologa. Cholera, nawet rodzice nie przekazaliby jej tylu dokładnych informacji, które zdobywałem z bardzo zaufanych źródeł tylko po to żeby moja kochana siostrzyczka nie zaszła w nieplanowaną ciążę. Nawet Rachel z nią rozmawiała na ten temat i myślałem, że była bardzo przekonująca. A teraz okazuje się, że cała nauka poszła w las. Odsunąłem ją od siebie na kilka centymetrów i spojrzałem na jej dłonie i co w nich trzyma. Nie ma pewności, że jest w ciąży. Odetchnąłem mając wielką nadzieję, że to małe dziadostwo w jej dłoni się myli. Nie możemy się tym przejmować dopóki nie mamy pewności.
-Zaraz pojedziemy do ginekologa.-powiedziałem spokojnie.
-Ale Paul, zrobiłam test i jest pozytywny.-wyciągnęła dłoń przed siebie żeby mi go pokazać.
-Nie rozumiesz, że nie jest pewne, że jesteś w ciąży?-spojrzałem na nią.-Wolisz się zadręczać nie mając pewności? Jeżeli lekarz powie, że jesteś w ciąży to wtedy będziemy się martwić.
-Boję się.-podniosła na mnie wzrok spoglądając na mnie załzawionymi oczami.
-Poradzimy sobie.-objąłem ją ramieniem.-Ubieraj się.
Od razu wszedłem pod prysznic. Co zrobię jeśli okaże się, że rzeczywiście jest w ciąży? Teraz rozumiem jej zachowanie. Objawy, nie zauważyłem żeby miała jakieś wskazujące na ciążę. Jest jeden, ale tego akurat nie mogłem zauważyć. Nie muszę nawet pytać kto mógłby być potencjalnym ojcem jej dziecka, bo mam pewność, że to ten pieprzony wykładowca. Taki uczony, a nie wie, że powinien się zabezpieczać żeby nie zrobić dziewczynie, z którą tylko uprawia seks, dziecka. Jeżeli okaże się, że April jest w ciąży to od razu złożę mu wizytę i zrobię to, czego nie zrobiłem ostatnio. Po godzinie siedziałem w salonie zakrywając twarz w dłoniach. To moja wina. Zostawiłem ją tutaj samą i nie udało mi się jej uchronić.
-Przepraszam.-złapała mnie za ramię.-Zachowałam się głupio i nieodpowiedzialnie, ale myślałam, że go kocham.
-April.-spojrzałem na nią.-Żałuję, że nie widujemy się częściej.
-Skończę te studia i zwalę ci się na głowę aż będziesz miał mnie dość.-uśmiechnęła się lekko.
-Teraz powinniśmy być razem, bo później i tak sobie kogoś znajdziesz.-patrzyłem na nią.
-Obiecuję ci, że wtedy już nie opuszczę stanów.
Chwilę później siedzieliśmy w samochodzie. Nie biorę pod uwagę co będzie dalej, bo liczę na to, że moja siostra nie jest w ciąży. Nie chcę  żeby była, nie może. Siedziałem przed gabinetem ginekologicznym między kilkoma samotnymi kobietami, które pewnie tak jak April nie wiedzą jeszcze czy będą matkami i dwiema w ciąży siedzącymi ze swoimi facetami. Czas dłużył mi się niemiłosiernie, więc sprawdziłem służbowe maile i miałem chwilę żeby zadzwonić do swojej sekretarki i dowiedzieć się jak sobie radzą beze mnie. O dziwo dobrze, ale pierwsze pytanie jakie usłyszałem to kiedy wracam.
"-Musicie sobie poradzić beze mnie jeszcze co najmniej tydzień.
-Spróbujemy. A tobie jak idzie podrywanie Paryżanek?-zaśmiała się.
-Mam inne problemy.-podrapałem się po brodzie.
-Czyli twoja kobieta może być spokojna?
-Annie, muszę kończyć.-spojrzałem na siostrę, która właśnie stanęła w drzwiach."
Podszedłem i przytuliłem ją do siebie.  No to teraz jesteśmy pewni, ale po jej minie nie widać żeby się cieszyła, cholera!
Paul, taki kochany brat xD
Jak Wam się podoba? ;)

Komentarze

  1. Myślę, że Paul mógłby się w końcu zdecydować czego chce i dłużej nie krzywdzić Rachel. 😜

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…