Przejdź do głównej zawartości

Część 13.

Po tygodniu w końcu mogę wyjść ze szpitala. Wspomniałem już, że lekarz zatrzymałby mnie jeszcze z tydzień? Chyba oszalał. Miałem dość leżenia tutaj dwa dni i ledwo wytrzymałem tydzień, a on myślał, że przekona mnie żebym został dłużej. Ja rozumiem, że to jego praca i polega na pilnowaniu pacjentów, ale dlaczego nikt nie rozumie, że ja też muszę pracować? Poza tym nie będę niepotrzebnie zajmował łóżka osobom, które potrzebują go bardziej. Jak coś się będzie działo mam od razu przyjechać. Ok, to rozumiem.
-Paul, może ten lekarz ma rację?-Rachel patrzyła na mnie niepewnie.
-Może ma, ale wystarczy już tego leżenia. Poza tym zgodziłem się żebyś to ty prowadziła. Nie marnuj takiej okazji.-podałem jej kluczyki od samochodu i pocałowałem w policzek.-Jedźmy już. Mam kilka spraw do załatwienia, a April nie może czekać dłużej.
-Nie sądzisz, że byłoby dla niej dobrze, gdyby została z nami?
Też bym chciał żeby była bliżej mnie, ale nie chcę żeby rezygnowała z marzeń tylko dla mnie. Taką podjęła decyzję kilka lat temu i nie może się poddać przy końcu. Może się na mnie wkurzyć, że chcę żeby tam wróciła, ale kiedyś, kiedy już będzie robiła to, co chciała robić przez całe życie, podziękuje mi, że nie pozwoliłem jej zrezygnować.
-Może tak, ale najpierw niech spełni swoje marzenie i skończy te cholerne studia. Zostały jej trzy semestry. Nie pozwolę jej teraz zrezygnować. Nie pamiętasz ile razy tam byłem, bo płakała, że nie daje sobie rady?-spojrzałem na nią.
Były dwie czy trzy takie sytuacje, gdy rzuciłem wszystko i poleciałem do Paryża tylko dlatego, że nie mogłem już patrzeć jak moja siostra płacze do monitora rozmawiając ze mną. Wiem, że te trzy, tygodniowe wizyty to mało, ale poza nimi nie mieliśmy więcej niż dwa dni w roku.
-To i tak za mało.-spuściła wzrok.-Wiem, że nie powinnam się w to mieszać. Sama daleko nie zaszłam. Po prostu uważam, że rodzina powinna trzymać się razem.
-I trzyma.-uśmiechnąłem się, chwytając ją za podbródek.-A ty nie potrzebujesz szkoły żeby wiedzieć, że jesteś dobrą mamą. Nawet jeżeli chciałabyś zajść dalej pamiętaj, że zawsze masz we mnie wsparcie i że zawsze ci pomogę cokolwiek by się nie działo.-pocałowałem ją.
Nigdy nawet przez chwilę nie pomyślałem, że Rachel jest od kogoś gorsza tylko dlatego, że skończyła szkołę z kiepskimi wynikami i nie poszła na studia. Nie miała na to czasu, bo musiała zająć się dziećmi. To one są najważniejsze. Poświęciła się dla dzieci, ale jedyne czego żałuje to nieudane małżeństwo i że gdyby nie odeszła od tego skurwiela stałaby się tragedia. Nie należy też do osób, które kiedyś obwinią swoje dzieci za to, że się dla nich poświęciły. Zrobiła to dobrowolnie. Mi nie przeszkadzałoby żeby poszła do pracy, ale nie musi. Wiem, że ciężko jej się rozstać z maluchami dlatego będąc ze mną może sobie pozwolić na spędzanie z nimi całych dni. Poza tym od mojej kobiety nie wymagam żeby musiała pracować. Zarabiam tyle, że nie robi mi to różnicy, a sprawia przyjemność, że ma czas dla siebie. Dzięki temu ja wracając do domu czuję, że nie wracam do pustych ścian, że ktoś tam zawsze na mnie czeka. To miłe uczucie, którego nie doświadczyłem odkąd wyprowadziłem się od rodziców do czasu kiedy Rachel wprowadziła się do mnie. To sporo czasu, kilka lat, a i u rodziców nie zawsze ktoś na mnie czekał. Po powrocie do domu dzieciaki rzuciły się na mnie, dosłownie. Te małe chłopaki o mało co nie przewróciły mnie chwilę po tym jak wszedłem do salonu. Nie wierzę, że cieszą się tak na mój widok.
-Luc! Anton!-skarciła ich Rachel.-Paul dopiero wyszedł ze szpitala i nie można się tak na niego rzucać.
Chłopcy stali patrząc na nią ze smutnymi minami. Oj, przestań kobieto. Nawet ja się ucieszyłem, że są tacy zadowoleni z mojego powrotu.
-Przestań. Nie jestem ze szkła.-objąłem ją ramieniem i pocałowałem w policzek.-Chodźcie.-kucnąłem przy nich z otwartymi ramionami.
Zerknęli na Rachel, a później na mnie, nie wiedząc co zrobić. Trochę nie wiedzą kogo posłuchać i czy stanąć po stronie mamy czy mojej. Uśmiechnąłem się do nich szeroko i po chwili już tulili się do mnie. Moja kobieta pokiwała tylko przecząco głową.
-No co?-zerknąłem na nią.-To tylko dzieci.
Nie wolno ich karać za to, że są miłe nawet dla takiego dupka jak ja. Nie martw się, Rachel, nie skrzywdzę ich i nikomu na to nie pozwolę. Możesz ich chronić przed każdym, zrobię to samo, ale przede mną nie musisz.
-Fajnie was widzieć.-rozczochrałem im włosy i zerknąłem ponad ich głowy na April siedzącą w salonie.
Nie jest szczęśliwa, a mimo wszystko uśmiecha się do mnie. Myśli, że jej brat jest szczęśliwy. Jestem, ale wciąż mi czegoś brakuje i bardzo bym chciał mieć to z Rachel.
-Zrobiliśmy z mamą dla ciebie ciasto.-odezwał się Luc i spojrzał na Rachel, jakby coś właśnie sobie przypomniał.-Miałem nie mówić.-zakrył usta dłonią.
Rachel stoi odwrócona do nas plecami. Może nie usłyszała? Zaśmiałem się pod nosem. Mały ma jeszcze problem z tym, czego nie powinien mówić.
-Udam, że nie słyszałem.-uśmiechnąłem się.
-Ja też mam udać, że nie słyszałam?
Chłopcy pobiegli do salonu oglądać bajki z April. Moja siostra wie jak zająć maluchy żebym miał chwilę dla Rachel. Podszedłem i objąłem ją w talii, opierając głowę na jej ramieniu.
-Mamusiu, nie złość się na swojego synka.-pocałowałem ją w policzek.-Przecież nic nie słyszałem.-uśmiechnąłem się łobuzersko.
-Złoszczę się na siebie, że nie umiałam nauczyć tych maluchów jak dochować tajemnicy.-powiedziała żartobliwie.-Popracuję nad tym.
Mógłbym jej w tym pomóc, przecież sam świetnie sobie radzę dochowując tajemnicy, o której na pewno nie chciałaby się dowiedzieć. Jednak zachowanie takiej tajemnicy jest męczące. Chciałbym jej wszystko powiedzieć i pozwolić żeby podjęła decyzję co z nami dalej, ale boję się zostać sam. Ale jak zachowam się, gdy znajdzie się ktoś, kogo pokocham? Wtedy to ona zostanie sama. Nie chcę żeby była sama. Cholerne uczucie, gdy chcesz kogoś kochać, ale nie potrafisz.
-Starałaś się najlepiej jak mogłaś.-wyszeptałem jej do ucha.-Mały zrozumiał.
-To chcesz to ciasto?-odwróciła się do mnie i zarzuciła mi ręce na szyję.
-Poproszę.-pocałowałem ją, pozwalając sobie na dotknięcie jej pośladków.
Wyproszony z kuchni usiadłem obok April patrząc jak maluchy wymachują rękoma grając w nową grę na xboxie. No widzę, że warto było oberwać i spędzić pare dni w szpitalu, bo dzieciaki mają teraz dzień dobroci. Mam nadzieję, że kiedyś nie będą chciały mnie pobić tylko po to żeby dłużej oglądać telewizję albo grać. Normalnie ich mama nie pozwala im na granie w gry przed obiadem i nie dłużej niż godzinę.
-Podpadniesz Rachel.-wyszeptałem siostrze do ucha.
-Może mi wybaczy. Nie zawsze przyjeżdża dobra ciotka.-uśmiechnęła się.
-Chciałbym słyszeć jak jej to mówisz.-zaśmiałem się.
Jeżeli bardzo będziecie chcieli to może we wtorek albo środę jeszcze się coś pojawi.
Teraz to zależy tylko od Was :)
Bardzo jestem ciekawa czy do tej pory opowiadanie Wam się podoba
i czy macie jakieś zastrzeżenia. Staram się żeby wprowadzić więcej akcji,
po prostu potrzebuję jeszcze trochę czasu ;)

Komentarze

  1. nie wiem, czy nie będę płakać, jak on się w kimś innym zakocha :< bardzo bardzo chcem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też będzie smutno jak będę musiała ich rozdzielić ;)

      Usuń
  2. Nie rozdzielaj ich jesli już to na krótki czas proszę;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciezko bedzie mi ich rozdzielic dlatego jeszcze sie nad tym zastranawiam. Moge zapewnic, ze na razie beda razem, jak dlugo nie wiem. Pokomplikuje im troche zycie ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…