Przejdź do głównej zawartości

Część 2.

Po wszystkim jak zwykle wróciłem do domu z nadzieją, że położę się obok rudowłosej ślicznotki i po prostu zasnę. Wychodząc z samochodu spojrzałem na zegarek. Jest po północy, a w domu pali się jeszcze światło. Coś nie gra. Zazwyczaj Rachel i dzieciaki o tej godzinie już śpią. Poprawiłem marynarkę i krawat, powstrzymując się od poprawienia włosów, które poprawiałem opuszczając samochód. Nie mogą wyglądać jak potargane. Niepewnym krokiem wszedłem do domu. Mam ochotę na kąpiel by zmyć z siebie resztki wydzielin moich i panny z którą się pieprzyłem, a okazuje się, że przed tym muszę zmierzyć się z partnerką siedzącą w kuchni z głową opuszczoną na blat. Nie lubię patrzeć na nią, gdy jest smutna. Część mnie podpowiada wtedy, że to moja wina, że wreszcie dowiedziała się co robię w weekendowe wieczory. Jakby się zastanowić to łatwiej było by mi, gdyby wiedziała, ale nie chcę jej tego mówić. Nie chcę żeby cierpiała z mojego powodu.
-Rachel?-spytałem niepewnie, podchodząc do niej.
-Cześć.-uniosła głowę patrząc na mnie zapłakanymi oczami.-Przytulisz mnie?
-Potrzebuję kąpieli, a później możemy przytulać się do woli.-podrapałem się po głowie.-Coś się stało?-pokręciła przecząco głową.
-Nie przeszkadza mi to.
-Ale ja się źle z tym czuję. Zaraz wracam.-wycofałem się.
Wyszedłem jak gdyby nigdy nic, zostawiając zapłakaną kobietę w kuchni. Jestem egoistycznym dupkiem twierdząc, że czuję się źle bez kąpieli niż z tym, że zostawiłem Rachel samą z jakimś problemem, który nie pozwalał jej spać w chwili, gdy ja zabawiałem się z obcą panienką. Jednak nie mogłem pozwolić żeby wyczuła zapach zdrady i tanich perfum na moim garniturze. Może gdybym spędził z blondynką więcej czasu i wynajął pokój w hotelu zdążyłbym się wykąpać. Zamiast rozluźnić się w wannie wziąłem szybki prysznic zmywając wstyd dzisiejszego wieczoru. Nie ma czasu na rozmyślanie czy to, co zrobiłem jest złe albo dobre. Na pewno było przyjemne i temu nie zaprzeczę. Założyłem dresy i nie mając czasu na szukanie koszulki zszedłem na dół. Martwię co się dzieje z kobietą w moim domu, której zazwyczaj nie schodzi uśmiech z twarzy.
-Rachel?-spytałem cicho nie chcąc obudzić dzieciaków śpiących na kanapie.
-Cały czas jestem w kuchni.-pomachała mi.
-Co się stało?-stanąłem tyłem do niej, obejmując ją ramieniem.
-Zepsułam...-powiedziała cicho.
-Co zepsułaś?-zdziwiony spojrzałem na nią.
Nie może zadręczać się jakąś pierdołą. Nie możliwe żeby płakała bez powodu.
-Przytul mnie.-prosiła.
-Już dobrze.-pocałowałem ją w głowę i przytuliłem do siebie.
-Mały spadł dzisiaj z huśtawki... Nie zauważyłam. To była chwila... Musiał zostać w szpitalu.-zaczęła płakać.
Jak to? Przecież wydawało mi się, że widziałem dwójkę dzieciaków śpiących na kanapie. Nerwowo zerknąłem w tamtą stronę, ale ciężko było zobaczyć cokolwiek w tych ciemnościach. Światło pali się jedynie w kuchni. Pewnie gdyby to były moje dzieci podszedłby żeby sprawdzić, a tak po prostu założyłem, że śpią tam oboje.
-Nie mogłam tam zostać, bo nie mogłam się do ciebie dodzwonić.-spojrzała na mnie zapłakanymi oczami.-Nie miałam z kim zostawić Luc'a.
No nie mogłaś się dodzwonić, bo ciężko było by mi rozmawiać z tobą, gdy bzykam inną panienkę. Przecież nie powiem jej tego. Jeszcze nigdy nie zdążyła się taka sytuacja żeby musiała dzwonić do mnie po nocach.
-O której dzwoniłaś?-zmarszczyłem brwi nie przypominając żeby ktoś do mnie w ogóle dziś dzwonił.
-Po trzeciej... Musiałam zamówić taksówkę, mimo że sąsiad proponował podwózkę.
-Cholera.-warknąłem.-Byłem na służbowym spotkaniu. Zapomniałem wspomnieć stażystce, że ma przerwać jak zadzwonisz.-spojrzałem na nią.-Przepraszam. Następnym razem, gdy nie odbiorę zadzwoń, proszę, do sekretarki.
Dziewczyna przyszła na staż dopiero wczoraj, a ja zdążyłem opieprzyć ją już kilka razy i okazuje się, że nada się okazja żeby zrobić to kolejny raz. Takim ludziom jeszcze bardziej powinno zależeć na swojej posadzie i opinii jaką im wystawię. Jeszcze nie udało mi się zatrzymać nikogo po stażu i zatrudnić na stałe. Nie zamierzam mieć w pracy ludzi niekompetentnych, którym ciągle muszę wszystko powtarzać.
-Dobrze.-wtuliła się we mnie.
-Odmówiłaś silnemu Bobowi?-uśmiechnąłem się zadziornie.
Wiem, że będzie trudno, ale chciałem spróbować ją rozbawić. Bob zawsze jest chętny pomagać mojej kobiecie, gdy nie ma mnie w pobliżu. Jest facetem po trzydziestce, to prawie jak ja. Tyle, że do jego wieku brakuje mi jeszcze dziesięć lat. Facet zbliża się do czterdziestki i zaleca się do dziewczyny która ma dopiero dwadzieścia trzy lata. Może byli by lepszą parą niż ja z nią, ale wolałbym żeby na moim miejscu pojawił się ktoś przed trzydziestką.
-Przestań. Nie jest mi do śmiechu.-zauważyłem jak jej kąciki ust zadrżały w lekkim uśmiechu.-Pojedziesz po niego jutro?
-Nie wydadzą mi dziecka.-zmarszczyłem brwi.
Jutro jest sobota. Cały dzień zamierzałem przygotować się na kolejny wypad do klubu. Być może znowu spotkam tę uroczą blondynkę. Zazwyczaj nie uprawiam seksu z tymi samymi kobietami, ale jak już to robię to znaczy, że poprzedniego wieczoru musiało być mi z nią naprawdę dobrze.
-Będąc ze mną zgodziłeś się by zastąpić im ojca.-jej wzrok krążył z mojej twarzy na klatkę piersiową.
Lubię jak próbuje ukryć, że nie patrzy na moje nagie ciało i przygryza wtedy dolną wargę. Sprawia, że mam ochotę posiąść ją tutaj w kuchni, na tym blacie, o który się opiera. Jednak nie jest na tyle bezwstydna i śmiała żeby robić to w innym miejscu niż łóżko. Może jest taka dlatego, że nie chce zafundować widoku dwóch nagich splecionych ciał swoim dzieciom? Muszę jej to zaproponować któregoś dnia jak dzieciaki będą w szkole, a ja wezmę wolny dzień.
-Ale nie jestem ich ojcem.-odpowiedziałem spokojnie, nie chcąc jej denerwować.
Jasne, jestem odpowiedzialny za te dzieciaki i opiekuję się nimi, gdy trzeba, ale nie zamierzam tłumaczyć tego w żadnych instytucjach.
-A jak byś był?-spytała cicho.
-Nie zmienisz tego.-usiadłem obok niej chwytając jej dłonie w swoje.-Prawnie jestem tylko twoim partnerem, a nie jestem gotowy żeby te kochane chłopaki wołały do mnie tato. Nie jestem gotowy żeby być ojcem dla kogokolwiek. Wiedziałaś o tym, gdy się ze mną związałaś.
-Nawet jeśli nie jesteś ich ojcem to robisz dla nich więcej niż on.-położyła mi dłonie na ramionach.
-I będę to robił zawsze. Nawet jeżeli coś, kiedyś sprawi, że mi na to nie pozwolisz.-pocałowałem ją, obejmując w talii.
-Chodźmy spać.-szepnęła mi w usta.
-Spać?-uniosłem brew.
-Jeżeli będziesz grzeczny...-powiedziała nieśmiało, spuszczając wzrok.-Chcę ci się przydać dziś w nocy.
Wychodzi na to, że mam dobry dzień i trafi mi się drugi seks. Tyle, że tym razem nie będę musiał kryć się po kątach w ciemnym zadymionym klubie, a zrobię to na spokojnie w swoim łóżku.
Bardzo się cieszę, ze tak miło przyjęliście nowe opowiadanie ;)
Dzisiaj zajęłam się zmianą wyglądu bloga (co widać na pierwszy rzut oka).
Mam nadzieję, że się przyzwyczaicie.
Całe opowiadanie o Nice i Patryku trafiło pod odpowiednią etykietę, 
więc jeżeli ktoś będzie miał ochotę je jeszcze przeczytać nie będzie
musiał szukać po całym blogu.
Mam nadzieję, że ta część również Wam się spodobała.
Zostawiajcie swoje opinie w komentarzach ;)

Komentarze

  1. no przecież nawet jakby się tłumaczył to raczej by mu dziecka nie wydali ;o ale jest super <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem ciekawa co przydarzy się tej dwójce ;) I tego czy ten bezwstydnie egoistyczny koleś .. no nie wiem .. może zakocha się w Rachel? ^^ Czekam na kolejny ;))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…