Przejdź do głównej zawartości

Część 234.

Zmęczeni wróciliśmy do Warszawy. Nawet Nathan nie miał sił na rozrabianie i zasnął od razu jak wsadziłam go do łóżeczka, z czego byłam zadowolona. Odpoczynek dobrze nam zrobił, ale teraz czas odespać podróże. Jak Nathan podroście chciałabym więcej z nim podróżować, żeby zobaczył trochę świata. Ja co roku na wakacje jeździłam na Majorkę, a na ferie do Zakopanego. Chociaż chciałam zobaczyć o wiele więcej ciekawych miejsc na Ziemi to moi rodzice woleli latem wylegiwać się na plaży, a zimą jeździć na nartach. Nie powiem, to były fajne czasy, bo mogliśmy wszyscy razem spędzić kilka chwil bez kłótni. Od ostatnich wspólnych wyjazdów zobaczyłam znacznie więcej miast w Polsce i za granicą, a chcę zwiedzić ich najwięcej jak się da z mężem i synkiem u boku. Miałam ochotę przespać cały dzień, ale niestety mój przyjaciel miał inne plany związane ze mną.
-Michał, co się dzieje?-spojrzałam na niego zaspanym wzrokiem.
Nie wspomnę już, że stoję przed nim w piżamie i rozczochranych włosach. Oczywiście, że się nie wstydzę, bo widział mnie w takim stanie, a nawet gorszym nieraz.
-Amelia jest w szpitalu. Zabrali ją godzinę temu.
-Co się stało?-patrzyłam jak siada na kanapie zakrywając twarz w dłoniach.
-Nie wiem. Zasłabła. Nie mogłem jej dobudzić.. W szpitalu powiedzieli mi, że mam wrócić później, bo teraz i tak nic dla mnie nie mają.
-Michał.-usiadłam obok niego tuląc go do siebie.
-A co jeżeli to znowu coś z sercem? Kurwa, ja tego nie zniosę.
-Nie zakładaj od razu najgorszego.-głaskałam go po głowie.
-Czy ja nie mogę być szczęśliwy?-spojrzał na mnie.-Dlaczego z nas wszystkich to Patryk ma najwięcej szczęścia?
-Co ty mówisz?-zmarszczyłam brwi.-Nie pamiętasz ile przeszedł? Ojciec, Livia, mój poród? To jest szczęście według ciebie?
-Nie. Chodzi o to, że ma ciebie, Nathana. My z Ami pewnie nie będziemy mogli mieć dzieci. Kiedyś myślałem, że będę ojcem, a teraz mam się pogodzić, że moja kobieta nie urodzi mi dziecka? Przecież ona też będzie chciała być matką. Nie zaryzykuję jej życia tylko po to by mieć dziecko. Trudno, jakoś z tym przeżyję, ale nie bez niej.
Zrobiło mi się go szkoda. To prawda, że nigdy mogą nie doczekać się swojego dziecka. W którymś momencie życia każdy chce być rodzicem i patrzeć jak dorasta jego maleństwo. Jednak jest na tyle odpowiedzialny, że nie narazi swojej żony na niepotrzebne ryzyko nawet jeżeli będzie z tego powodu nieszczęśliwy. Wiedział jaką wadę ma Amelia i wszedł w ten związek świadomie dlatego nie obwinia nikogo za ten wybór. Widzę, że stara się nie pokazywać, że boi się co przyniesie przyszłość żeby nie przestraszyć Amelii, ale ze mną może być szczery i nie musi nic udawać, pokazywać, udowadniać.
-Kiedyś na pewno będziecie rodzicami. Jest wiele opcji.
-Na które ona się może nie zgodzić.
-Bardziej boisz się ty, że gdy przyjdzie wam wybierać najbezpieczniejsza okaże się adopcja.
-Tak, bo nigdy nie będę wiedział jak to jest mieć własne dziecko.-spojrzał na mnie.-Nie rozstanę się z nią, ale... Chciałbym mieć dziecko z nią. Nie chcę jej w żaden sposób narazić.
-Macie jeszcze na tę decyzje trochę czasu. Medycyna idzie do przodu, a jej stan może się polepszyć. Nikt nie powiedział, że nigdy nie będzie mogła mieć dziecka tylko, że jest jakieś ryzyko.-próbowałam go pocieszyć, ale było mi trudno.
Nie wiem na ile problemy Amelii z sercem są poważne, ale wierzę, że uda im się przez to przejść.
-Wiedziałem, że najlepiej będzie przyjść do ciebie.-uśmiechnął się lekko.-Nigdy mnie nie odtrąciłaś, gdy cie potrzebowałem.
-Gdy nie potrzebowałeś też byłam.
-Tak.
Patryk zszedł na dół z Nathanem, ale nie zamierzał nam przeszkadzać. Doskonale wie, że jeżeli Michał zebrał się w sobie żeby porozmawiać to nie dlatego, że chce by wiedzieli o tym wszyscy, a tylko ja. Przynajmniej na razie. Ubrał synka i wyszli na spacer z pieskiem.
-Masz to czego chciałaś.
-Chcę jeszcze córkę.
-Fajnie się patrzy jak Nathan rośnie.-uśmiechnął się.
-Ukochany rozrabiaka wszystkich wujków i ciotek.
-No ma to po tobie.
-Mnie nie lubili. Podobno byłam wrednym dzieckiem.-zmarszczyłam brwi.
-Nie wiedzieli co tracą. Dziękuję ci Nikuś za wszystko.
-Nie musisz.-przytuliłam go.-Jedź do Amelii, dowiedz się czegoś, a my odwiedzimy was jutro. Wiem, że to banalne, ale będzie dobrze.
-Skoro ty tak mówisz.






_____________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

  1. Jestem ciekawa, co będzie z Ami!

    OdpowiedzUsuń
  2. eeeeeej :< szkoda mi Michała, ale myślę, że będzie miał surprice'a xd

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…