Przejdź do głównej zawartości

Część 228.

Od Mika odebrał mnie Patryk. Mieli z małym już dość siedzenia w domu, więc przyjechali zobaczyć, co u nas. To miło, bo brat ucieszył się z towarzystwa siostrzeńca. Wariowali przed dobre trzy godziny i pewnie gdyby nie to, że Nathan zasnął bawiliby się dłużej. Zozstaliśmy na noc u Mike, a dzisiaj jedziemy do Wrocławia zrobić niespodziankę rodzicom, Patinie i Domikowi. Trochę dziwnie było spać w swoim pierwszym wspólnym domu w pokoju gościnnym.
-Cześć.-zeszłam na dół przygotować śniadanie, ale zastałam tam Patryka.
-Cześć.-uśmiechnął się.-Mam kilka miłych wspomnień i szalonych akcji, z tym domem.
-Hmm jak nie było jeszcze Nathana.
-Fajnie było, ale bieganie za nim też jest fajne i patrzenie jak rośnie, z każdym dniem ucząc się czegoś nowego.
-Nie zamieniłabym tego, co mam na nic innego.-objęłam go w pasie.
-Ja też nie.-pocałował mnie w czubek głowy.
-Patrz, mały, już się całują.-wszedł Mike z zadowolonym Nathanem na rękach.
-Tak.-zaklaskał w dłonie.
-No nie, od małego wie, co dobre.-zaśmiał się brat.
-Spokojnie, ma jeszcze czas na dziewczyny.-wzięłam synka do siebie.
-No kilka lat.-spojrzał na mnie.-Wujek może go nauczyć.
-Kilkanaście i lepiej nie.-zpiorunowałam go wzrokiem.
Jeszcze by tego brakowało żeby brat mi syna zgorszył.
-No weź, nie rób z niego mamisynka.-usiadł przy stole.
-Ty, przecież jestem jego ojcem.-zaśmiał się Patryk.
-Jest jeszcze nadzieja.-wybuchnęli śmiechem.
Pokręciłam głową sadzając Nathana na stole przed mężem, a następnie przygotowałam mu kaszkę. Dziwne, że nie krzyczał upominając się o jedzenie. Może Nathan się nie upominał, ale chłopcy zaprotestowali, gdy robiłam śniadanie tylko dla siebie.
-Nie uważasz, że dwie kanapki to mało dla trzech osób?-zauważył brat.
-A kto powiedział, że to dla trzech osób? Są dla mnie.
-Żartujesz sobie z głodnych ludzi.-zaśmiał się Patryk.
-To wy mi powinniście zrobić śniadanie, zrobiłam wam wczoraj kolację.-zaprotestowałam.
Próbują mnie wykorzystać, jak zawsze zresztą.
-Taaa.-skomentował Nathan uderzając ręką w stół.
Nawet on przeciwko mnie. Chcąc nie chcąc zrobiłam im kilka kanapek. To wszystko jest zbyt skomplikowane i nie mogę zrobić nic żeby Mike mógł być z Majką. Postanowiliśmy, że odwiedzimy rodziców. Zapakowaliśmy tyłki w samochód i właśnie jesteśmy w drodze do Wrocławia.
-Mam nadzieję, że się ucieszą.
-No niech tylko spróbują nie.-zaśmiał się Mike.
Oczywiście rodzice wcale zadowoleni na nasz widok nie byli, a mama była wściekła. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie wrócić natychmiast do Warszawy by uniknąć kłótni.
-Ale co się stało?-spojrzałam na nią.
-Porozmawiamy jutro!-wrzasnęła nie zwracając uwagi na to, że obudziła
Nathana, który zafunduje nam w zamian nieprzespaną noc. Świetnie, tylko co my zrobiliśmy? Na pewno nie wkurzyło ją to, że przyjechaliśmy tak późno. Coś musiało ją nieźle wkurzyć tylko pytanie, co? Mike chciał coś skomentować, ale uciszyłam go i zrezygnował. Poszliśmy na górę, bo nie zamierzam plątać się w kłótnie. Porozmawiamy jak ochłonie.
-O co jej chodzi?
-Nie wiem.-wzruszyłam ramionami kładąc Nathana na łóżku.
-Mike, co odjebałeś?-zaśmiał się Patryk.
-Właśnie nic.-podrapał się po głowie.
-Bawi was to?-spojrzałam na nich.-Już nie pamiętam kiedy ostatnio była taka wściekła i wiem, że to nie wróży nic dobrego.



____________________________________________________________________
Mam kilka nowych pomysłów, wiec możliwe, że będą pojawiać  się teraz częściej :)
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…