Przejdź do głównej zawartości

Część 226.

Za miesiąc nasz synek będzie miał już dwa latka. Jak ten czas szybko zleciał. Mały już zaczyna co raz więcej się z nami dogadywać, biega po domu, wspina się po schodach, na łóżko. Raz próbował nawet wyjść z łóżeczka, ale nie udało mu się to, bo próbował od stony ściany. Wiem, że nie minie dużo czasu zanim z niego wyjdzie. Patryk wrócił do pracy po urlopie. Miał problem z wstaniem rano, a budzik drzwonił z dobre dwadziścia minut. I pewnie żadne z nas nie ruszyłoby się z łożka gdyby nie płacz dziecka. Wtedy zorientował się, że jest spóźniony do pracy dlatego pewnie dzisiaj wróci później. Ubrałam Nathana i postanowiłam pojechać do Magdy. Może ona powie mi więcej o romansach mojego brata. Wczłapałam się jakoś na trzecie piętro, bo Nathanowi zachciało się wchodzić po schodach samemu. Zajęło mi to chyba pół godziny. Magda musiała nas usłuszeć, bo wyszła na klatkę zobaczyć co się dzieje.
-To wy tak hałasujecie.-zaśmiała się.
-Tiaa.-krzyknął dumnie mój syn stając przed nią.
-Chodź tu łobuzie.-wzięła go na ręce i wycałowała.-Wchodź.
-A Bronx we Wro?-spojrzałam na nią.
-Albo w pracy.-wzruszyła ramionami.
-Między wami wszystko ok?
-Tak mi się wydaje, ale musisz jego zapytać.-posadziła Nathana na kanapie i usiadła obok.
-Powiedz co to za dziewucha, co się buja z Mikem.
-Jakaś dziunia z Wrocławia. Przyjechała do Wawy na studia. Może nie są razem, ale na pewno sypiają ze sobą.
-Skąd wiesz?-zdziwiłam się.
-No panna się chwali w swoim mieście jakiego to ma świetnego chłopaka w Warszawie, a widziałam ich kilka razy razem. Raz nawet jak Mike był z małym na spacerze.
-No to pięknie.
-Nika, on już nie będzie z Majką.
-Niby dlaczego? Znam swojego brata i widzę, że mu na niej zależy.
-No okazuje to w bardzo dziwny sposób.-zakpiła.-Myślisz, że ile ona będzie czekać?
-Dlatego chcę mu przemówić do rozumu.
-Ale nie zmusisz go.
-Wiem.
Zdaję sobie doskonale sprawę, że nie zmienię nic między moim bratem, a Majką, ale to chyba normalne, że chcę im jakoś pomóc. Widzę ja się męczą, robią sobie na złość i udają, że nic nie czują.
-Nie uważasz, że fajnie by było jakby byli razem?
-Dobra, ty daj im spokój i lepiej powiedz jak ci się układa z Patrykiem?
-Lepiej. Jest jeszcze między nami jakaś przepaść, ale jesteśmy na dobrej drodze.-uśmiechnęłam się.
-Oddaliliście się od siebie.
-Trochę, ale tylko dlatego, że oboje zapomnieliśmy co jest dla nas ważne.
-Bronx to już chyba dawno zapomniał.
Spędziłyśmy całe popołudnie na rozmowie o tym jak zmieniło się nasze życie, wyżaliłyśmy się na facetów. Nathan zasnął w samochodzie wymęczony przez Magdę. Mając chwilę spokoju postanowiłam przygotować obiad zanim mój mąż wróci z pracy. Chcę nadrobić to, co straciliśmy. No i przy okazji być dobrą żoną, która z utęsknieniem czeka na swojego kochanego męża. Nigdy nie myślałam, że tak to się skończy. Oczywiście, że chciałam założyć z Patrykiem rodzinę, ale nie sądziłam, że dojdzie do ślubu i normalnego życia, codzienność, wspóle obiadki. Myślę, że to miłe móc po pracy spędzić czas z ukochaną osobą, a później zasnąć w jej ramionach. Synek obudził się jeszcze zanim wrócił Patryk. Kaprysił, jedzenie porozrzucał i cały się ubrudził. Nie ma się co dziwić, przecież to dziecko. Ukochany nieźle się uśmiał, gdy zobaczył małego z miską na głowie.
-Co robicie?
-Nathan nie chce jeść i rozrabia.
Miał makaron we włosach, a na buzi sos, który kapał mu na ubranie. Od razu wyciągnął rączki do tatusia i zaczął krzyczeć.
-Co rozrabiako.-wziął go na ręce.-Czemu mama na ciebie skarży.
-Masz sos na bluzie.-spojrzałam na nich.
-Trudno.-pocałował mnie.-Będziesz jadł?-powiedział do synka.
-Nieee.-pokiwał głową wyrywając się z rąk.
-Proszę cię, wykąp go najpierw, a ja naszykuję obiad.
-No to śmigamy do wanny.-łaskotał go i poszedł w stronę łazienki.
-Dziękuję.-krzyknęłam za nim patrząc jak mały próbuje się wyrwać.
Wiem, że chciałby porozrabiać bałaganiąc w całym salonie, ale nie zamierzam później się męczyć ze ścieraniem sosu ze ścian.






_____________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**
P.S. Zapraszam do zakładki BOHATEROWIE :D

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…