Przejdź do głównej zawartości

Część 225.

Po południu odwiedzą nas przyjaciele żeby dowiedzieć się jak minęła nam podróż poślubna. Nathan bawi się z pieskiem w salonie i jak tylko widzi, że Patryk albo ja wstaniemy biegnie za nami. Nawet jeśli idziemy tylko do łazienki.
-Nathan.-wzięłam go na rączki.-Tatuś zaraz do ciebie przyjdzie.
-Tia.-spojrzał na mnie smutnymi oczkami i przytulił się do mnie mocno.
-O już idzie.-uśmiechnęłam się.
-Tatiiii.-wyciągnął w jego stronę rączki.-Tatiii.
-No już idę.-przytulił go.
-Stęsknił się.
-Widzę.-usiedliśmy.
Patryk posadził sobie małego na kolanach i włączył jakąś bajkę. Nathan cały czas pokazywał mu biegające w telewizji postacie i śmiał się głośno. Nasz synek zaczyna rozumieć coraz więcej. Zmęczony zasnął Patykowi na brzuchu ze smoczkiem w buzi i misiem w rączce.
-Naprawdę się stęsknił.
-Dziwisz się? Dwa tygodnie bez rodziców, każde dziecko by się stęskniło.-powiedziałam.-Mam nadzieję, że wyśpi się trochę zanim się wszyscy zejdą.
-Nie sądzę.-uśmiechnął się.
Około szesnastej zjawili się przyjaciele. Wszyscy zadowoleni z siebie. Dowiedziałam się, że każdy siedział z Nathanem na zmianę. Najmniej chciał siedzieć z moimi rodzicami, a najwięcej z Mikiem. Jak tylko się obudził podbiegł zaspany jeszcze do Michała.
-BuuBuuBrrrr.-mówił ze smoczkiem w buzi ciągnąc go za rękę.-BuuBuuBrrrr.
Spojrzałam na niego pytająco, bo mały woła tak na samochód zawsze jak gdzieś jedziemy albo idziemy.
-Jeździliśmy sobie.-uśmiechnął się Michał biorąc go na ręce.
-W foteliku, prawda?
-Co ty, kierowaliśmy.-zaśmiał się i podrzucił go do góry.
-Michał!-wrzasnęłam.
-No co?-spojrzał na mnie.-Wariatko, nie bój się. Nie wyjechaliśmy z parkingu.-przytulił mnie.
-BuuBuu!!-krzyczał Nathan.
Patryk przyniósł z garażu samochód Nathana, a mały zadowolony od razu do niego wsiadł i jeździł po całym salonie. W międzyczasie przyszła Magda z Bronxem i Majką, a zaraz po nich mój brat. Wszyscy rozsiedliśmy się na kanapie.
-No to opowiadajcie jak było?-zaczęła Magda.
-Przestań, pewnie z pokoju nie wychodzili.-zaśmiał się Mike.
-A zaskoczę cię, bo wychodziliśmy i to często.
-Patryk, miałeś się brać za kolejne dziecko.
-Ile można?-uśmiechnął się.
-No po Nice to przynajmniej widać, że opalona.-skomentowała Majka.
-Oni nie pojechali się tam opalać.-wtrącił Mike.
-To źle, że mieli czas na jedno i drugie?
-Przestaniecie?-spojrzałam na nich.-Bardzo wam wszystkim jeszcze raz dziękuję. Spędziliśmy czas pożytecznie.-uśmiechnęłam się.
-Mam nadzieję.
-Mike, a jak nowa dziewczyna?
Nie mogłam się powstrzymać nawet ze względu na Majkę, która jak to usłyszała wbiła we mnie zdziwiony wzrok.
-Jaka?-zdziwił się.
-Nie udawaj, dobra?
-Nie udaję.-wzruszył ramionami.-Nikogo nie mam.
-To nie znaczy, że z nikim nie sypiasz.
-Ty to powiedziałaś.
-Nie zaprzeczyłeś.-usiadłam Patrykowi na kolana, a zaraz za mną wdrapał się również nasz synek.
-Fajnie wiedzieć, że wszystko wraca do normy.-uśmiechnęła się Amelia.-Właśnie takich was wszystkich poznałam.
Ma racje. Gdy poznaliśmy Ami wszyscy się ze sobą droczyliśmy, ale od tamtego czasu sporo minęło i wiele się zmieniło. Jednak fajnie raz na jakiś czas usiąść w tym gronie i przypomnieć sobie jak to było.
-No dobra, ale mówcie jak wam się tam podobało?-dopytywał Michał.
-Super.-uśmiechnęłam się.-Plaża, morze, słońce, basen, Patryk i fajni ludzie.
-Taa.-burknął Patryk.
-Co odwaliliście?-spytała zaciekawiona Magda.
-Czy musieliśmy coś odwalić?
Opowiedzieliśmy im o akcji z kolesiem z baru i nieźle się uśmiali.
-Stary, tyle czasu się nie dała poderwać, a myślisz, że po ślubie komuś się uda.-Michał poklepał go po plecach.
-Śmiej się, bo to nie twoją żonę podrywał nachalny koleś.
Majka nie odzywała się do końca dnia. Trochę mi jej szkoda, bo widać, że nadal kocha Mika, a on ma to gdzieś. Oboje wiele razy próbowali ułożyć sobie życie kimś innym, ale im to nie wychodzi. Powinni spróbować jeszcze raz. Wiem też, że mojemu bratu trudno jest pogodzić się z tym, że Majka straciła ich dziecko przez własną głupotę. Nie wiem czy rozmawianie z nim na ten temat ma jeszcze sens. Oboje są zbyt urażeni żeby któreś pierwsze wyciągnęło rękę do zgody. Wiem, że ona by chciała wszystko naprawić, a mój brat zasłania się, że nie chce z nią już być. Powinnam coś zrobić, ale nie chcę na siłę wtrącać się w ich życie.






_______________________________________________
Jak myślicie, powinnam już skończyć pisać to opowiadanie?
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

  1. Jak za starych, dobrych czasów :)Z wyjątkiem Mike'a i Majki. Ciekawe jak z nimi będzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech Mike i Majka będą razem strasznie mi ich szkoda i bardzo do sb pasowali byli wtedy szczęśliwi wierzę w to ze znowu tak będzie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…