Przejdź do głównej zawartości

Część 224.

Czas wrócić do domu. Mimo że bardzo tego chciałam to teraz trochę żałuję, że to już koniec. Ostatnie dni spędziliśmy bardzo miło i czułam się jak wtedy, gdy tato kupił nam dom i zdecydowaliśmy się razem zamieszkać. Wtedy jeszcze wszystko było łatwe, a teraz dopadło nas dorosłe życie.
-Co jest?-Patryk spojrzał na mnie.
-Nic.-uśmiechnęłam się dopinając walizkę.-Jak mały podrośnie musimy się wybrać tutaj z Michałem, Ami, Magdą, Bronxem, Pati, Domikiem i Mikem.
-Prawie jak w Zakopcu.
-Byle by z lepszym zakończeniem.
-No jak zawsze musiałaś postawić na swoim.
-Wy balowaliście beze mnie.-powiedziałam oburzona.
-Bo nie chciałaś z nami iść.
-Czy to ważne?-spojrzałam na niego.
-Dobra, nie kłóćmy się.-przytulił mnie.-Mam nadzieję, że niedługo urodzisz mi drugiego syna.-uśmiechnął się łobuzersko.
-Raczej córkę.
-No zobaczymy za kilka miesięcy jak się postarałem.
-I czy w ogóle się postarałeś.-zaśmiałam się.
-W to nie wątpię.-uśmiechnął się.
-Ja tam bym się mogła jeszcze starać.-zaśmiałam się.
-No fakt, staranie się jest przyjemne.-pocałował mnie.
Przed wyjazdem poszliśmy do baru na dole na drinka. Podobały mi się dwa tygodnie spędzone tutaj. Wiele sobie przez ten czas wyjaśniliśmy mam nadzieję, że już będzie dobrze. Może nie mieliśmy typowej nocy poślubnej, ale przyjaciele zafundowali nam naprawdę świetny prezent. Czuję, że powoli wszystko wraca do normy.
-Co tak sama siedzisz?-podszedł do mnie jakiś koleś.
Zdziwiło mnie trochę, że mówi po Polsku, ale gdy się odwróciłam rozpoznałam chłopaka, którego często widzieliśmy na plaży w towarzystwie dwóch dziewczyn.
-Nie sama.-powiedziałam opryskliwie.
-Nikogo obok ciebie nie widzę.-uśmiechnął się.
-Za chwilę wróci mój mąż i przestanie być miło, o ile w ogóle jest.-odwróciłam się w stronę baru, ale chłopak nie dawał za wygraną, dosiadł się do mnie.
-Nie jesteś za młoda na męża?-przyjrzał mi się od góry do dołu.
-Colę z lodem, raz.-krzyknęłam do barmana i uśmiechnęłam się, bo zauważyłam Patryka, który właśnie wraca z toalety.
-Nie wypijesz nic mocniejszego?
-Nie.-ruszyłam w stonę męża rzucając mu się w ramiona.
-Aż tak tęskniłaś?-uśmiechnął się całując mnie w usta.
-Bardzo. Ten koleś jest natrętny.-ruszyliśmy w stronę baru.
Odebrałam swoje zamówienie czekając na to, co zamówił Patryk. Chłopak przez chwilę był zdzwiony, ale nie zrezygnował z gadki.
-Ładną masz dziewczynę.-uśmiechnął się do mnie.
-Żonę.-powiedział dobitnie Patryk.-To moja żona, tak więc daj sobie spokój.
-Mówię tylko komplement.
-To przestań.-rzuciłam w jego stronę.
-Nie życzy sobie żebyś ją podrywał.
-A ty jej wystarczasz? Może ma jakieś fantazje, które mogę spełnić.-zaśmiał się upijając piwo.
Przegiął i wiem to patrząc na Patryka, który podszedł do niego i złapał go za szmaty. Byłam pewna, że za chwilę mu przywali.
-Odwal się.-wysyczał przez zaciśnięte zęby.-Widocznie panienki, z którymi się bawiłeś cię nie doceniły albo byłeś niewystarczający. Jeszcze jedno słowo w kierunku mojej żony, a ci przywalę.
-Uspokój się, facet.-uniósł do góry ręce w geście poddania.
-Nie zamierzam.
Zapłaciliśmy rachunek i poszliśmy do pokoju po bagaże. Mam nadzieję, że nie spotkamy już tego chłopaka, bo wiem doskonale, że Patryk nie żartował, a nie chcę żadnych problemów. Właśnie podjechała nasza taksówka.
-Jesteś zły?-spojrzałam na niego.
-Na niego.-złapał mnie za rękę.-Przystawiał się do ciebie?
-Nie zdążył.
-To dobrze.-pocałował mnie.
-Nie musiałeś tego załatwiać tak nerwowo.
-Koleś podrywa mi żonę i nie rozumie, że ona mówi "nie", a ja mam się nie denerwować, spoko.-powiedział wkurzony i odwrócił głowę w stronę okna.
-Twoja żona wie jak sobie radzić z takimi typami.-wtulilam się w niego.-Ale dobrze, że mam ciebie.
-Bawi cię to?-spojrzał na mnie.
-Co?
-Że jestem zazdrosny.
-Troszeczkę.-uśmiechnęłam się, bo widzę, że już przestał być wkurzony.
W Warszawie na lotnisku czekał na nas Mike z naszym synkiem. Od razu ruszyliśmy w ich stronę. Moje maleństwo wyciągnęło rączki do Patryka, który wziął go i wyściskał.
-Stęsknił się.-powiedział brat przytulając mnie do siebie.
-Muszę z tobą porozmawiać.
-Mam się bać?-spojrzał na mnie.
-Jak uważasz.-podeszłam do synka i pocałowałam go w czoło.-Cześć, maluszku.
-Akiukiu.-zaśmiał się chowając za Patryka.
-Akuku łobuziaku.-zaczęłam go łaskotać.
Bardzo się cieszę, że brat przyjechał po nas z Nathanem. Oboje się za nim stęskniliśmy i widać, że on za nami też, bo w domu nie odstępował nas na krok. Zasnął dopiero z nami na łóżku, bo o łóżeczku nie było mowy. Chyba boi się, że znowu go zostawimy.




___________________________________________________
JUż myślałam, że dzisiaj tego nie dodam.
Przez cały dzień problem z internetem.
Jak już usiadłam żeby to szybko dodać to
wszyscy nagle coś ode mnie chcieli ;/
Później czekałam niewiadomo ile aż się załaduje strona,
a na koniec jeszcze laptop się wyłączył.
Mam nadzieję, że się doda teraz, bo jak nie to mnie szlak trafi.
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

  1. Brakowało zazdrosnego Patryka :D Zajrzałam z ciekawości, a tu nowy rozdział ;o

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się podoba bardzo :D Czekam na jeszcze, mam nadzieję, że między nimi faktycznie będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…