Przejdź do głównej zawartości

Część 221.

Lot minął nam spokojnie. Oczywiście mój mąż go przespał, a ja nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Jak tylko wystartowaliśmy podążyłam do toalety, następnie gapiłam się w okno przez godzinę, rozmawiałam z kobietą przed nami, która nie mogła uspokoić swojej pięcioletniej córeczki, z którą leciała pierwszy raz. Nie mogłam się doczekać kiedy wylądujemy i oto jesteśmy na lotnisku na Malcie czekając na swoje bagaże.
-Zaczyna mi się tu podobać.-Patryk uśmiechnął się biorąc nasze walizki.
-Widzisz dopiero lotnisko i już ci się podoba?-spojrzałam na niego.
-A zobacz tam.-pokazał na szybę w hali, przez którą widać miasto.
Trochę wyróżniamy się z tłumu. Wszyscy chodzą w letnich ciuchach, a my mamy na sobie jeansy i bluzy, i muszę przyznać, że już czuję, że jest mi gorąco. Zadzwoniłam do Mika zapytać jak mój synek zareagował, gdy obudził się rano i w zasięgu wzroku nie było mamy.
"-Przez chwile płakał, ale później zaczął się bawić i mu przeszło. A wy już w hotelu?
-Jeszcze nie. Mike, baw się z nim i niech Ola z Michałem przychodzą do was jak zostaniecie w Warszawie. -Nie panikuj.-zaśmiał się.-Mama chce wracać do Wrocławia, ale namówię ją żeby została chociaż tydzień.
-Dzięki.
-Nie martw się. Będziemy dzwonić. Bawcie się dobrze.
-Dziękuję, braciszku."

Zanim wsiedliśmy do taksówki zdjęłam bluzę i przewiązałam sobie w pasie, a Patryk swoją wrzucił do plecaka. Droga z lotniska do hotelu zajęła nam dwadzieścia minut. Po dojechaniu na miejsce nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Z hotelu mamy dziesięć minut na plażę i cudowny widok z balkonu. Naprawdę mam wspaniałych przyjaciół. Jestem ciekawa kiedy się tym wszystkim zajęli, że się nie zorientowaliśmy, jak pomagali nam w organizacji wesela.
-Poszaleli.-Patryk usiadł na łóżku.
-No trochę.-uśmiechnęłam się i stanęłam przed nim
-Fajnie, że o tym pomyśleli, bo z tego wszystkiego zapomniałem o nocy poślubnej.-objął mnie w pasie przyciągając do siebie.
-Dlatego, że nie byłeś w stanie.-usiadłam mu na kolanach.
-No swoje wesele ma się raz w życiu.
-I niech tak zostanie.-pocałowałam go.
-Hmm.-uśmiechnął się kładąc się na łóżko i pociągając mnie za sobą.-To co? Staramy się o malucha?
-Nie marnujesz czasu, co?-zaśmiałam się.
-Korzystam z twojego dobrego humoru.-zaczął mnie całować.
-Korzystaj.-zdjęłam z niego koszulkę.
Już nie pamiętam kiedym mieliśmy czas tylko dla siebie. Uwielbiam mieć go tak blisko jak teraz. Czuć, że jest przy mnie. Leże wtulona w jego toros i słucham jego przyśpieszonego oddechu, gdy on w tym czasie głaska mnie po plecach.
-Cudownie.-uśmiecha się.
-Kiedyś mieliśmy więcej czasu dla siebie.
-Pogubiliśmy się trochę.
-Trochę?-spojrzałam w jego oczy.-Zapomnieliśmy o tym jak było nam dobrze, gdy nie musieliśmy się niczym martwić.
-Dorosłość wcale nie jest taka fajna.-pocałował mnie.
-To prawda.-spojrzałam przed siebie.-Chciałabym mieć Ciebie i Nathana, rodzinę, przyjaciół, ale żeby to wszystko wyglądało tak wcześniej. Wtedy wszyscy spędzaliśmy więcej czasu razem.
-Nadal może tak być.
-Nic już takie nie będzie.-usiadłam.-Jesteśmy teraz odpowiedzialni za naszego synka. Nie ma miejsca na głupie akcje, ale muszę naprawić swoje relacje z przyjaciółmi, z którymi ostatnio nie spędzam czasu w ogóle.
-Naprawimy to.-pocałował mnie w ramię.-Im też na tym zależy.
-No przecież jeszcze kilka lat i wszyscy będziemy mieć dzieci i będziemy się spotykać częściej.-zaśmiałam się.-Na placach zabaw i w przedszkolach.
-Jeżeli te dzieci będą takie jak my to już możemy sobie współczuć.
-Wcale nie byliśmy tacy źli.-szturchnęłam go.-Po prostu szliśmy po swoje szanując wartości, które były dla nas ważne.
-Jasne.-uśmiechnął się.-Nie powiemy im wszystkiego, co robiliśmy i dlaczego.
-No pewnie, że nie.






_________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…