Przejdź do głównej zawartości

Część 220.

Nie planowaliśmy podróży poślubnej, ale od przyjaciół w prezencie otrzymaliśmy bilety na Maltę na dwa tygodnie. Są niesamowici. Zajęli się nawet rezerwacją hotelu i wszystko opłacili. Nie spodziewałam się takiego prezentu, ale jestem zadowolona. Przykro mi tylko z powodu, że muszę zostawić synka na te dwa tygodnie z rodzicami. Z milą chęcią zabrałabym go ze sobą.
-Będzie pod dobrą opieką.-zapewnia mnie Patina.
-Jasne.-uśmiechnęłam się.-Jesteście niemożliwi.-spojrzałam na zadowolonych z siebie przyjaciół.
-No przecież potrzebujecie trochę czasu dla siebie.-przytulił mnie Mike i puścił oczko do Patryka.-A twój mąż będzie miał szansę się wykazać i efekty będziemy podziwiać za kilka miesięcy.
-Mike.-skarciła go mama.
-No co?
-Oj braciszku.-poklepałam go po plecach i wyszeptałam.-Żebyś do tego czasu znalazł sobie dziewczynę, bo wariujesz.
-Dobra, ja nie chcę słuchać o kolejnych dziewczynach swojego syna. Jak się ustatkujesz to pogadamy.
-Ale mamo.-zaprotestował.-To Nika zawsze była tą gorszą.
-No i udowodniła, że nie jest. Zrób to samo.
Nie jest fajnie wiedzieć, że własna matka w ciebie wątpi, ale może to sprawia, że chcemy udowodnić jej jak bardzo się myli. Wylot z Warszawy mamy jutro z samego rana, więc mama zostaje na noc, a później pewnie zabiorą Nathana do Wrocławia. Trochę się boję jak mój maluszek zareaguje, gdy mnie nie będzie. Przez prawie dwa lata nie zostawał z nikim dłużej niż cały dzień, a teraz zostawiamy go na całe dwa tygodnie.
-Też nie chcę go zostawiać.-Patryk mnie pocałował.
-Kiedyś musi być ten pierwszy raz.-uśmiechnęłam się lekko pakując nasze rzeczy.
Mnie też rodzice zostawiali całymi dniami z innymi i jakoś żyję, ale nie chcę mojemu synkowi fundować tego przez co musiałam przejść. Czasami tak jest, że musi zostać z kimś, gdy my musimy wyjechać. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumie, przecież nie zostawiamy go na niewiadomo ile. Jestem chyba nadopiekuńczą matką. Ale to mój jak na razie jedyny syn i to, że nie chcę być jak moi rodzice sprawia, że taka jestem. Spakowaliśmy sporo letnich rzeczy, bo w porównaniu do pogody w Polsce o tej porze roku tam jest teraz ciepło. Na samą myśl o wygrzewaniu się na plaży, gdy moim przyjaciele będą zmagać się z deszczem, uśmiecham się. Walizki stoją już w salonie. Pierwszy raz udało nam się spakować nie przekraczając określonej wagi bagażu, a zostawiając jeszcze miejsca na zakupy i prezentu, które oczywiście ze sobą przywieziemy. Nathan markotny siedzi na kolanach Patryka. Przyjaciele zdążyli rozejść się już do siebie.
-I co, kolego? Będziesz grzeczny?-pogłaskałam go po główce.
-Mami.-wyciągnął rączki do mnie i się przytulił.
Już czuję, że będzie ciężko. Siedzieliśmy w salonie bawiąc się z synkiem samochodzikami, ganiając go po domu, łaskocząc i grając w piłkę dopóki nie zasnął zmęczony na stojąco opierając główkę o fotel. Patryk wziął go na ręce i zaniósł do łóżeczka. Mama przygotowała kolację, a około dwudziestej drugiej przyjechał Mike.
-Spakowani?-uśmiechnął się siadając przy stole.
-A co chcesz nam pomóc?-oparłam się na jego ramieniu
-Nie zamierzam.
-Zawsze można na ciebie liczyć, braciszku.
Po kolacji poszliśmy spać. Na lotnisku musimy być o piątej rano. Na samą myśl o tak wczesnym wstaniu nic mi się nie chce. Wiem, że po wylądowaniu na Malcie będę niewyspana. No ale przecież będę miała całe dwa tygodnie na odpoczynek.


_________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

  1. Czekam, aż dotrą na miejsce. Ciekawi mnie jak poradzą sobie z Nathankiem :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…