Przejdź do głównej zawartości

Część 219.

Na szczęście lokal był przygotowany jak należy i nie rozczarowałam się po wejściu. Szczerze mówiąc trochę się bałam, że nie dopilnowałam wszystkiego sama, ale Patryk dobrze się tym zajął. Jak widać mogę powierzyć ukochanemu ważne obowiązki i nie bać się, że coś spieprzy.
-Podoba się?-szepnął mi do ucha.
-Podoba.-uśmiechnęłam się.
-To chodź na sale się bawić.-pocałował mnie.
Znajomi oczywiście nie mogli powstrzymać się od przyśpiewek, które zafundowali nam od samego wejścia. Rodzina szybko poszła w ich ślady i śpiewali razem chyba z godzinę. Nathan zadowolony biega za Oktawią i Lea, które pilnuje Martyna za co jestem jej wdzięczna. Pod wieczór mama zawiezie dzieciaki do domu żeby położyć je spać i zostawi z opiekunką, którą po północy zmieni mama Patryka. Nie chciałam żeby wychodziła tak wcześnie, ale uparła się, więc nie miałam nic do powiedzenia. Musimy zająć się nią do północy skoro zamierza zostawić nas do końca imprezy. Jestem szczęśliwa, że mam ich wszystkich tutaj obok. Mike przyszedł z jakąś dziewczyną, ale bawi się w towarzystwie Igora i Majki. Olka przyszła sama. Nie wiem co się dzieje między nią, a moim przyjacielem. Może ma nadzieję na coś więcej z jego strony, ale nie wiem czy on jeszcze chce z nią być. Miała dużo czasu na to, a teraz, gdy on próbuje sobie ułożyć życie nagle zachciała z nim być.
-Porywam.-Igor uśmiechnął się do Patryka i wziął mnie za rękę.
-Skoro musisz.
-Jeszcze będziesz miał jej dość.
-Niedługo wrócę.-pocałowałam Patryka i ruszałam na parkiet.
Wszyscy trochę napici świetnie się już tutaj bawią.
-W końcu się doczekałem.-uśmiechnął się Igor.
-Aż tak ci się śpieszyło do włożenia garnituru?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
-A ty kiedy kogoś w końcu znajdziesz?
-Po co? Żadna nie będzie tak ładnie wyglądała w sukni ślubnej jak ty.-wyszczerzył ząbki.
-Weź się nie podlizuj.-szturchnęłam go.
Jak nigdy przetańczyłam całe trzy godziny w butach na obcasie w towarzystwie wielu ludzi. Po dziesiątej pożegnałam się z maluchami. Nathan płakał, bo nie chciał jeszcze iść, ale widziałam, że był śpiący i jeszcze kilka minut, a zasnąłby na podłodze. Wycałowałam go i oddałam mamie. Nadia grzecznie wsiadła do samochodu, ale Oktawia zaczęła krzyczeć. Normalnie darła się jakby ktoś ją bił.
-A jej co?-podszedł do nas Domik.
-Weź tego swojego małego potwora wpakuj do samochodu.
-Oktawia.-wziął ją na ręce.-Jedziesz grzecznie z babcią do domu.
-A ty z mamią?
-Jak położysz się spać to przyjedziemy.
Po pół godziny udało się ją przekonać. Sukces? Nie sądzę, że jest się z czego cieszyć. Teraz dopiero zacznie się impreza, bo nikt nie ma już pod opieką maluchów plątających się pod nogami. Przez chwilę myślałam, że mam zwidy, ale wydaje mi się, że widzę Majkę tańczącą z moim ojcem. Nie to żeby było w tym coś dziwnego, ale wydawało mi się, że go nie lubi. Mike chyba zauważył, że tańczą zbyt swobodnie, bo ruszył w ich stronę i zaczęła się afera. Zupełnie nie wiem o co.
-Zostaw ją.
-Mike, uspokój się.-Majka położyła mu dłoń na ramieniu.-My tylko tańczymy.
-Zamknij się.-skierował się do niej.-Weź idź obmacuj inne dziewczyny.
-Oszalałeś?
-Co się dzieje?-podeszłam do nich.
-Zapytaj ojczulka.
-Mike, to ty robisz awanturę z niczego.-Majka stała i patrzyła się na niego.-Porozmawiamy?
-O tym, że robisz mi na złość?
-Do cholery, to ty mnie zostawiłeś.-nie wytrzymała.
-Wiesz dlaczego.-wysyczał.
Ojciec zdążył się już ulotnić, a ja mam pewność, że wcale nie chodziło o niego. Mike po prostu już nie wytrzymał, bo nie potrafi jej ignorować.
-I dlatego tak mnie traktujesz? Najpierw się na mnie wyżywasz, później przepraszasz, a potem przyprowadzasz jakieś panienki. Co ja mam o tym myśleć?-krzyczała próbując przekrzyczeć muzykę.
-Ty nic nie widzisz. Próbowałem, ale za każdym razem..-złapał się za głowę.-Za każdym razem wracają do mnie słowa, że straciłaś nasze dziecko.
-To nie tylko moja wina.-powiedziała łamiącym się głosem.-Nie zrobiłam tego celowo.
Nie powinien jej mówić takich rzeczy teraz przy wszystkich. To jest ich sprawa. Obwinia ją za to, co się stało, ale powinien dać jej szansę.
-Nie potrafię.-wyszedł z sali.
Majka załamana usiadła w przy stole. Nie wiedziałam czy mam do niej podejść czy zostawić w tej chwili samą.
-To twój braciszek się popisać.-Patryk stał za mną.
-Jak zawsze.
-Wymykamy się stąd?-uśmiechnął się.
-Gdzie?-spojrzałam na niego.-To nasze wesele.
-Dlatego możemy.
Wychodząc z lokalu zdjęłam buty i przytrzymałam sukienkę, bo zaczęła mi się plątać pod nogami. Miałam ochotę ją zdjąć, ale nie mam tutaj nic na zmianę. Patryk zaprowadził mnie nad Wisłę. Nie z tej strony gdzie zawsze przesiadujemy, ale nie ma tu teraz ludzi, więc możemy delektować się ciszą.
-Zamiast pić na swoim weselu siedzimy nad Wisłą.-zaśmiałam się. -No ale mam coś.-wyjął butelkę wódki kładąc przede mną.-Może mało, ale przecież wrócimy jeszcze na salę.
-Wariat jesteś.-pocałowałam go.
-Kiedyś już siedzieliśmy tak. Tyle, że w innych ubraniach, okolicznościach i po drugiej stronie Wisły.
-Po pogrzebie Kamila...
-Długo wtedy rozmawialiśmy.-spojrzał na mnie.-Pamiętasz co mi wtedy powiedziałaś.
-Że jakkolwiek to wszystko by się potoczyło i tak kiedyś będziemy razem.-patrzyłam tępo w wodę.-Byłam pijana.-zaśmiałam się rzucając kamyk przed siebie.
-Ale miałaś rację.
-Racja.-wzięłam od niego butelkę i upiłam sporego łyka.-Oby nasz syn był mądrzejszy w swoich wyborach.
-Będzie.-wziął ją ode mnie i zrobił kilka mniejszych łyków.
-Bałam się jak cholera zostać mamą, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez naszego malucha.
-Też się bałem. Najbardziej, że mogłem cię stracić.-objął mnie ramieniem.-Wtedy w szpitalu..
-Cii...Napijmy się.
Gdy opróżniliśmy butelkę było około drugiej. Na sali tańczyło jeszcze kilka osób, a większość gości siedziała przy stole twardo dyskutując przy wódce. Zajęliśmy swoje miejsca i dołączyliśmy do Magdy i Bronxa. Nie wiem gdzie jest mój brat i Majka. Może wróciła do domu? Igor świetnie bawi się w towarzystwie moich ciotek. Pokusił się nawet o zdjęcie koszuli. Kobiety mają świetny ubaw i on w sumie też.






_________________________________________
Miałam dodać wczoraj, ale była ta część w rozsypce.
Nie uważam, że jest jakość ekstra, ale chyba nic lepszego
już nie wymyślę. Opisanie podróży poślubnej jak na razie 
idzie lepiej ;)
Ostateczna opinia należy do Was :)
Miało być lepiej, ale wyszło jak wyszło. Została
jeszcze nadzieja, że opis wesela wyjdzie lepiej :D
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

  1. Ale super! Też chce mieć takie wesele :podróż poślubna? Tego się nie spodziewałam! Super! A co z nocą poślubna? A oczepiny? Jezu, ale się czepiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie miałam weny dlatego wyszło jak wyszło, a noc poślubną i oczepiny zamieniłam na podróż poślubną ;)

      Usuń
  2. świetne <3 tylko niech Majka i Mike sie już pogodzą strasznie mi ich szkoda :/

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się podoba! :) Czekam na podróż!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…