Przejdź do głównej zawartości

Część 218.

No i przyszedł w końcu dzień, na który tak długo wszyscy czekaliśmy. Chłopaki zorganizowali sobie wczoraj wieczór kawalerski, ale gdy dowiedzieli się, że zamówiłyśmy trzech striptizerów od razu do nas dołączyli. Podziękowali panom obiecując, że sami się nami zajmą lepiej. Miałyśmy niezły ubaw jak Michał, Igor, Mike i Patryk zaczęli się rozbierać. Bronx z Damianem nie dołączyli do nich. Majka nie zamierzała przyjść. Może to i lepiej, bo dzięki temu mój brat bawił się świetnie. Stoję teraz w pokoju na górze zakładając swoją suknie ślubną. Mam nadzieję, że spodoba się Patrykowi. Makijaż i włosy mam już zrobione. Mama co chwila nadskakuje poprawiając mi włosy.
-Uspokój się.-powiedziałam spokojnie.
-Nie ruszaj się na chwilę.
-Z kim siedzi Nathan i gdzie jest Patryk?
-Nathan jest z Arturem, a Patryk pewnie siedzi na dole.-wepchnęła mi spinkę we włosy.
-Możesz go zawołać?
-Oszalałaś.-spryskałam mi kolejny raz włosy lakierem.
-Nie, zawołaj go.
Dziesięć minut później stał przede mną w garniturze i szerokim uśmiechem na twarzy.
-Jak Ami się dowie to mnie pobije.-pocałował mnie.
-To uważaj żeby się nie dowiedziała.-objęłam go za szyję.-Podobam ci się?
-Głupio się pytasz.-znowu mnie pocałował.-Wyglądasz pięknie. Gotowa już jesteś?
-Chyba tak.-zaśmiałam się kładąc mu głowę na ramieniu.
Najpierw pojechaliśmy do Urzędu Stanu Cywilnego, a tam naszymi świadkami był Michał z Magdą. Wszystko zajęło niecałą godzinę i poszło jak należy, ale cieszę się, że postanowiliśmy wziąć ślub kościelny, bo nie zadowala mnie małżeństwo zawarte przed urzędniczką, która patrzyła na nas z dziwną miną i starała się załatwić wszystko jak najszybciej żeby wrócić do domu albo udzielić kolejnego ślubu. Poza tym oboje jesteśmy wierzący i mimo wszystko ślub kościelny jest dla nas bardzo ważny. Następnie pojechaliśmy do kościoła gdzie czekają na nas już wszyscy goście. Cała rodzina nawet tata i przyjaciele. Z uśmiechem szłam przed ołtarz zerkając co jakiś czas na Patryka. Chyba jest trochę przestraszony tylko czym? Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam na synka, który wiercił się na rękach u Michała. Świadkami w kościele są Damian i Amelia. Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Sam Mike podsunął mi ten pomysł.
-Boisz się?-szepnęłam do Patryka, gdy czekaliśmy na księdza.
-Tak.
-Czego?-zaśmiałam się.-Gorsza już nie będę.-złapałam go za rękę.
-Mam nadzieję.-spojrzał na mnie.-Że się pomylę.
-Ksiądz ci pomoże. Mówiłam, że trzeba było wziąć przysięgę gdzie wystarczy powiedzieć tylko "tak".-nadal szeptaliśmy.
Sprzeczaliśmy się o to dwa dni. Czy to ważne jak będzie brzmiała nasza przysięga? Okazało się, że to ważniejsze niż myślałam. Patryk był gotowy obrazić się na mnie za to, że kazałam mu wybrać samemu. Jednak w końcu doszliśmy do porozumienia i jesteśmy tutaj nie pokłóceni.
-O nie, to by było zbyt proste.
W tym momencie pojawił się ksiądz. Przez cały czas trzymaliśmy się za dłonie. Gdy tylko zerkałam w bok widziałam uśmiechnęte twarze znajomych i rodziny. Nathan widząc, że na niego patrzę za każdym razem wyciągał rączki w moją stronę i machał nóżkami. Na szczęście nie krzyczał. Z uśmiechem na twarzy wsłuchiwałam się w słowa przysięgi Patryka, a sama drżałam wypowiadając swoją. Nie sądziłam, że tak bardzo przejmę się stojąc przed ołtarzem w gronie najbliższych zakładając obrączkę na palec ukochanego. Nigdy nie pomyślałabym, że stanę przed ołtarzem mając prawie dwuletniego synka i w planach kolejne dziecko. W ogóle nie brałam pod uwagę tak poważnie planów na przyszłość, ale jestem szczęśliwa i nie zmieniłabym tego na nic. W końcu jestem żoną Patryka, szczęśliwą żoną.
-Jesteś szczęśliwy?-szepnęłam, gdy wychodziliśmy z kościoła.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-uśmiechnął się.
Przed kościołem czekali na nas wszyscy żeby nas uściskać. Fotograf zrobił kilka zdjęć i oddalił się kawałek żeby zrobić miejsca gościom. Pierwsza znalazła się przy nas mama z Nathanem, który wtulił się we mnie od razu jak wzięłam go na rączki. Pod nogami pląta mi się Oktawia w różowej sukieneczce na ramiączka, wygląda trochę jak mała księżniczka i co najważniejsze jest grzeczna. Włoski ma związane w koczka. To musiał być wyczyn, bo na co dzień Pati ma z tym problem.
-Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, siostra.-uściskała mnie Patina.-I oczywiście owocnej nocy poślubnej.-uśmiechnęła się.
-Dziękujemy.
Obok stała również Lea w turkusowej sukieneczkę, a za nią Damian z Martyną.
-Ciociu, wszystkiego dobrego. Żeby wujo był dla ciebie baaardzo dobry i żebyś była dobrą żoną.
-Mam mu prać i gotować?-uśmiechnęłam się do niej stawiając synka na ziemi.
-No czasaami.
-Pewnie.-przytuliłam ją.-Dziękuję, weźmiesz Nathana i pójdziesz z nim do wuja Mika?
Grzecznie wzięła go za rączkę na co nie zaprotestował. Mój syn od małego lubi towarzystwo dziewczyn.
-No to czego tam sobie życzycie na nowej drodze życia żeby się spełniło.-uśmiechnął się Damian.
-Dzieci.-zaśmiał się Patryk.
-Chcesz więcej niż dwójkę?-spojrzałam na niego z udawanym przerażeniem.
-No jak urodzi się drugie możemy ponegocjować o trzecim.
-Jak zachcesz jeszcze więcej to zaczniesz je rodzić sam.-zaśmiałam się.
Zanim wszyscy nas wyściskali i złożyli życzenia minęła godzina. Ostatni w kolejce zjawił się Igor. Tak się cieszę, że jest dzisiaj z nami. Od razu się do niego przytuliłam.
-Chyba jestem zazdrosny.-zaśmiał się Patryk.
-Spokojnie, ciebie też przytulę.-Igor ruszył w jego stronę.-Dużo szczęścia na nowej drodze życia i żebyście cały czas kochali się tak bardzo jak do tej pory.
-Cieszę się, że z nami jesteś.
-Nie mogłem tego odpuścić, choćby mieli mnie wywalić z pracy i nie miał po co wracać do Holandii.-uśmiechnął się.
-Musimy być dla ciebie bardzo ważni.
-Jak rodzina.
Wiem, że to prawda, bo on dla nas też jest bardzo ważny. No i na dodatek to od samego początku był za tym żebyśmy byli razem i wspierał nas zawsze. W drodze do samochodu synek nie odstępował nas na krok. Nie chciał jechać z moją mamą i Arturem tylko z nami. Dlatego musieliśmy przenosić fotelik do naszego samochodu. Mike miał być naszym kierowcą, ale jako że niedawno wyszedł ze szpitala zastąpił go Michał. Wszyscy zadowoleni pojechaliśmy do lokalu na Mokotowie, który wybrał mój mąż, gdzie zacznie się zabawa.





______________________________________
Miało być lepiej, ale wyszło jak wyszło. Została 
jeszcze nadzieja, że opis wesela wyjdzie lepiej :D
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

  1. Jak słodko! W końcu! :) Czyżby Nika była w ciąży?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nad jeh ciaza sie jeszcze zastanawiam ;)

      Usuń
  2. Nika musi być w ciąży! Może na tym weselu coś się wydarzy, że zasłabnie? :) Nie wnikam! Chcę dalej! :* I pamiętaj o nocy poślubnej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musi? tylko w jtirym momencie ;) jeszcze sie zadtanawiam nad jej ciaza :) a bym zapomniala. jak na razie postoj, bo problem w opisaniu wesela, ale mam nadzieje, ze do konca tego tygodnia z tym rusze i sie tutaj najpozniej w niedziele pojawi kolejna czesc :)

      Usuń
    2. tylko w *ktorym monencie. (musicie mi wybaczyc bledy w komentarzac, ale najczesciej dodaje je z telefonu i dlatego ;) )

      Usuń
  3. też tak myślałam od jakiś 2 rozdziałów, że Nika w ciąży xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taki byl plan, ale zamierzam to jeszze odlozyc na troche ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…