Przejdź do głównej zawartości

Część 217.

Mama wróciła wczoraj do Wrocławia. Powiedziała, że Mike ma przyjechać do nich jak tylko wyjdzie ze szpitala. Wtedy przynajmniej będzie go miała pod kontrolą, ale wątpię żeby się na to zgodził. W nocy znowu wzięło mnie na wymioty. Mam chyba gorączkę i nie czuję się najlepiej. Nie obudziłam Patryka, bo rano musi wstać do pracy. Pewnie się przeziębiłam. Lepiej teraz niż przed samym ślubem.
-Nikuś.-pocałował mnie.
-Hmm.
-Nie idziesz do salonu?
-Nie.-odburknęłam odwracając się na drugi bok.
-Coś cię boli?-usiadł obok mnie i pogładził po plecach.
-Po prostu źle się czuję.
-Kochanie, zadzwonię po mamę.-pocałował mnie w czoło.-Pójdziesz do lekarza?
-Do jutra mi przejdzie.-przykryłam się kołdrą.-Kupisz mi coś?-uśmiechnęłam się.
-Co?-zaśmiał się.
-Płatki czekoladowe.-pogłaskałam go po policzku.-I mleko.
-Kupię.-nachylił się i mnie pocałował.
-No idź już, bo się spóźnisz, a..-przerwałam.
-Nic się nie stanie. Popytam dzisiaj szefa czy w razie co zna kogoś, kto mógłby mnie zatrudnić.
-Kocham Cię.
-Ja ciebie też. Mama przyjdzie niedługo pewnie to odpocznij sobie.
Gdy poszedł do pracy nakarmiłam Nathana i zeszłam na dół pooglądać z nim bajki. Siedział wtulony we mnie cały czas się uśmiechając i zerkając na mnie. Moje maleństwo kochane. Pogłaskałam go po główce i pocałowałam w czoło. Zamiast odganiać się jak zawsze mocno się do mnie przytulił.
-Co maluchu?-uśmiechnęłam się.
-Tiaa.-zaśmiał się siadając na mnie.
-Co tiaa. Powiesz no coś więcej?
-Tiia, tiaa.
-Głuptasek mój.-połaskotałam go.
-Mamiiiiii.-zaczął piszczeć.-Mamiii.
Godzinę później przyszła mama Patryka. Nathan zczołgał się z kanapy i pobiegł do niej na czworaka. Chyba stwierdził, że tak będzie szybciej niż na nóżkach chwiejąc się co chwile. Od razu wzięła go na ręce i wycałowała.
-Jak się czujesz?-spojrzała na mnie.
-Już lepiej.-uśmiechnęłam się.-Posiedzieliśmy, popsociliśmy, a zaraz coś ugotuję.
-Odpoczywaj.-posadziła mi synka na kolanach.-Patryk mówił, że powinnaś się wyspać, bo w nocy źle się czułaś. Ja coś ugotuję.
-Dziękuję.
-Po to jestem, żeby wam pomagać. Co innego mam do roboty?-uśmiechnęła się.
Kochana z niej kobieta. Szkoda, że musiała tyle męczyć się z ojcem Patryka. Dzięki temu wychowała go na dobrego człowieka, który nie zamierza iść w ślady ojca i nigdy nie zostawi swojego syna. Zasnęłam na kanapie, a gdy się obudziłam mój synek leżał przytulony do mnie i słodko spał. Nie zdarza mu się to często, bo zazwyczaj zasypia w łóżeczku. Od samego początku przyzwyczailiśmy go, że nie będzie z nami spał. Zdarzyło się to tylko trzy razy jak był malutki i z dwa jak siedział z Patrykiem. Do tej pory nie zasnął dopóki nie siedział w łóżeczku. Przykryłam go kocykiem, który leżał obok i pocałowałam w główkę.
-Cześć, śpiochy.-Patryk uśmiechnął się i przykucnął przy nas.-Dobrze się czujesz?-spojrzał na mnie.
-Lepiej.-uśmiechnęłam się.
-Wygodnie mu.
-Na pewno. Tak jak tobie w nocy.-wyszczerzyłam ząbki.
-Wtedy jest mi baaardzo wygodnie.-nachylił się żeby mnie pocałować.-Mama zrobiła obiad. Jedliście?
-Spaliśmy.
-Odgrzać ci?
-Chyba muszę poczekać jak się obudzi.-spojrzałam na synka.
Usiadł obok nas i patrzył jak Nathan śpi. Nie wytrzymaliśmy długo w ciszy, bo nagle zaczęliśmy się śmiać.
-Fajnie tak nas was patrzeć.
-No zazwyczaj ja siedzicie w dwójkę to ty śpisz, a mały rozrabia.-uśmiechnęłam się.
-Cwaniaczek. Zobaczysz jak podrośnie będzie tylko czekać jak wyjdziemy z domu.-położył mi dłoń na nodze.
-I zacznie przyprowadzać panienki. Nie mam mowy.-pokręciłam głową.
-Byle nie jakieś puste.
-O nie. Lepiej żeby wziął przykład z nas, a nie z Mika.
-Z tym się zgodzę, ale nie musi brać ślubu z pierwszą swoją dziewczyną.-uśmiechnął się łobuzersko.
-A co w tym złego?-spojrzałam na niego.
-Nic. Po prostu lepiej żeby się nie przejechał na żadnej. Zresztą mamy jeszcze kilkanaście lat zanim zacznie uganiać się za dziewczynami.
-I dobrze.-odburknęłam wstając tak żeby nie obudzić Nathana
Wzięłam go na ręce i delikatnie położyłam w łóżeczku. Dobrze, że się nie obudził. Patryk podszedł do mnie i objął w talii.
-Jesteś zła?-odwrócił mnie do siebie.
-Na co? Nie jestem zła.-pocałowałam go.
-To dobrze.-opadliśmy razem na kanapę tak, że ja leżę na nim.
Położył dłonie na moich pośladkach, a ja zaczęłam go całować. Uwielbiam to uczucie, gdy jesteśmy ze sobą tak blisko.




_________________________________________
Za wszelkie błędy przepraszam.
Zapraszam na mojego drugiego bloga
http://prostadrogadoserca.blogspot.com/
Pozdrawiam :**

Komentarze

  1. Czyżby Nika była w ciąży? :) No nic, czekam na wiecej!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Część 56.

Miałem nadzieję, że chłopcy już śpią, ale jak tylko przekroczyłem próg domu dotarło do mnie, że bardzo się mylę. Ant wtulił się we mnie od razu. Miałem wrażenie, że stał pod drzwiami, czekając na mnie. Wziąłem go na ręce i pocałowałem w czoło. Może fajnie byłoby mieć takiego swojego malucha? O czym ja myślę. Dopiero co poczułem, że kocham Rachel, a teraz myślę o dziecku. To za wcześnie. Boję się, że wszystko spieprzę. Co jak miłość niczego nie zmieni? Nie pomyślałem o tym. Ale przecież skoro się kogoś kocha to się go nie zdradza, chce się być tylko z nim. Muszę przejść jeszcze długą drogę. Oby tylko Rachel ze mną wytrzymała.
-W końcu jesteś. Co z mamą?-objął mnie rączkami za szyję.
-Mama odpoczywa.-uśmiechnąłem się i spojrzałem na Luca.-A co z tobą? Widzę, że April dobrze was przypilnowała.
-Zrobiła Lucowi opatrunek.-Ant patrzył na mnie.-Ma bzuch w bandażu.-otworzył szeroko oczy.
Anton jest żywiołowym dzieckiem, wszystko opowiada z wielkim przejęciem. Bardzo się wszystkim przejmuje, m…

Część 63.

-Luc, zobacz!-usłyszałem przyciszony głos Anta.
Otworzyłem jedno oko i zauważyłem malucha jak ciągnie swojego brata za rękaw, do naszej sypialni. Gdy stali już w środku zamknąłem oczy żeby nie zauważyli, że nie śpię. Jestem ciekawy co wykombinowali.
-No co?-burknął.
-Zobacz, oni razem śpią!
Miałem ochotę się zaśmiać, ale wtuliłem twarz w ramię Rachel żeby się uspokoić.
-Zawsze ze sobą spali.
-Nie plawda! Luc, myślisz, że zrobią nam rodzeństwo? Mielibyśmy siostrę.-dodał zadowolony.
Teraz już nie mogłem wytrzymać i wybuchnąłem śmiechem. Obudziłem tym Rachel, która spojrzała na mnie zdziwiona. Pokiwałem głową na maluchy, które widząc, że nie śpimy, wybiegły z pokoju. Pewnie szybko się tutaj nie pojawią, bo będą myślały, że czeka ich rozmowa.
-O co chodzi?-spojrzała na mnie.
-Cześć, na początek.-pocałowałem ją.
-Będziesz mnie tak budzić zawsze?-uśmiechnęła się zadowolona, zarzucając mi ręce ba szyję.
Brakowało mi jej w naszym łóżku. Poranków, gdy jest obok. Szkoda, że doceniłem to tak póź…

Część 59.

-April!-krzyknąłem, przekraczając próg domu.
Muszę porozmawiać z nią o Lucu. Czy zauważyła coś dziwnego w jego zachowaniu. Czy jest coś, czym powinniśmy się martwić. Jednak jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą muszę ją zapytać. Nie jest to ważniejsze od chłopców, ale równie ważne.
-Nie krzycz, dzieciaki jeszcze śpią.-stanęła przede mną.
-Musimy porozmawiać.
-O czym?-zmarszczyła brwi.
-Co z twoimi studiami?
Nie mówiąc nic weszła do salonu, więc poszedłem za nią. Nie może tak po prostu rzucić wszystkiego żeby tutaj ze mną być. Jednak prawda jest taka, że bez niej bym się stoczył i nie wiem czy miałbym siłę znaleźć Luca. Kto by pomyślał, że kiedyś będę potrzebował opieki siostry. To ja się miałem nią opiekować i dopilnować żeby nie zrobiła nic głupiego.
-April, czekam.
-W tej chwili?-spojrzała na mnie, wzruszając ramionami.-Nie wiem. Wzięłam urlop dziekański.
-Po co?
-Po co?! Doskonale wiesz w jakim byłeś stanie!-zaczęła chodzić po pokoju.-Ile brakowało żebyś się zapił?!
-Na jak długo…