Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2012

Część 118.

Jakoś około osiemnastej w domu pojawił się Patryk. Siedziałam akurat na łóżku z telefonem w dłoni grając w jakąś głupią grę, tak dla zabicia czasu. Długo zastanawiałam się jak powiedzieć mu o swoim pomyśle.
-Cześć.-pocałował mnie w policzek.-To co, idziemy na spacer?
-Patryk, muszę Ci coś powiedzieć.-zaczęłam dość poważnie kładąc telefon na szafce nocnej.
Usiadł naprzeciwko mnie i czekał na jekiekolwiek wyjaśnienia, a ja nie wiedziałam jak zacząć.
-Jesteś w ciąży?-wyprzedził mnie.
-Nie.
-To o co chodzi?-spojrzał na mnie.
-Boo...Ojciec chciał żebym do niego przyjechała.
-No to pojedziemy do niego.-położył swoją dłoń na moim udzie i się uśmiechnął.-Tylko o to chodziło?
-Nie... Ma problemy z firmą. Od tygodnia pije i nie wiem co się dzieje. Muszę z nim porozmawiać na spokojnie.
Wiedział, że nie chodzi o rozmowę, która będzie trwała godzinę bądź dwie i że będę chciała tam zostać dłużej. Uśmiech z jego twarzy zniknął momentalnie.
-Na ile jedziesz?-spytał nieco wkurzony.
-Co najmniej tydzień.-spojrzał…

Część 117.

Niedługo koniec roku szkolnego i matura. Jako, że połowa naszej klasy nie była na studniówce planujemy zrobić grubszy melanż na zakończenie szkoły. Będę miała pół miesiąca na przygotowanie się do matury. Znając mnie to i tak nic się nie będę uczyć. Prezentacje na ustną z polskiego mam już zrobioną przez mojego kochanego braciszka. Zaczął ją pod koniec grudnia, a skończył jakoś miesiąc temu. Około dziesiątej wygramoliłam się w końcu z łóżka. Nie zdążyłam nawet zjeść śniadania, bo po jedenastej Patryk jechał do pracy i podwiózł mnie do szkoły. Na dworze robi się już coraz cieplej, co oznacza, że zapowiada nam się cudowne lato. Cieszy mnie fakt, że to będą moje najdłuższe wakacje. Akurat trafiłam na klasówkę z anglika, która jest z wszystkich zadań maturalnych. Podobno przerabiali je wszystkie ostatnio na lekcjach. Jaka szkoda, że mnie nie było. Czujecie tę ironię? Usiadłam grzecznie w ostatniej ławce za Magdą, jak zawsze czekając na kartkę z zadaniami.
-Nika, zapraszam do pierwszej ławk…

Część 116.

Zmuszona byłam jechać dzisiaj do szkoły na ósmą chociaż w ogóle nie miałam ochoty się tam pokazać, ale jak tylko sprawa się wyjaśni wracam do domu, do mojego ciepłego łóżka. Patryk jak zawsze musiał jechać do pracy.
-Nie będę ustalać z tobą wersji wydarzeń. Przyznajesz się i tyle.
Młoda zjawiła się w szkole równo z dzwonkiem na lekcje. Widząc ją wybuchnęłam śmiechem. Grzeczna dziewczynka. Nigdy nie będzie taka jak ja chociaż bardzo by tego chciała. Takiego charakteru nie da się ukształtować w kilka dni. Zresztą udawanie nic jej w tym nie pomoże.
-Nika, dobrze cie widzieć. Zapraszam do siebie.-usłyszałam głos dyrektora, który właśnie szedł w naszą stronę.
Świetnie, za chwilę właśnie się dowiem, że moje dotychczasowe życie przez jakieś idiotki rozpada się na drobne kawałeczki. Naprawdę mam się z czego cieszyć.
-Pana też.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-To nie będzie miła rozmowa, a koleżanka nie powinna być na lekcji?-spojrzał na nią.
Popatrzyła na mnie, a ja posłałam jej kpiące spojrzenie. Nic …

Część 115.

Kilka godzin podróży i mogłam cieszyć się powrotem do Warszawy. Mogę powiedzieć, że tu się nic nie zmienia, ale zjadą mnie ludzie, którzy twierdzą inaczej. Prawdziwych warszawiaków to tu już dużo nie zostało, a większość przyjechała tutaj z mniejszych miast bądź wsi. Naprawdę to nie wiem co ich tutaj tak ciągnie. Studia, melanże albo praca? To drugie jest chyba największą pokusą stolicy. Gdy tylko przekroczyłam próg domu Majka rzuciła mi się na szyję.
-Hej.-krzyknęła mi do ucha.
-No cześć.
-W końcu. Nika, ja mam dość. On jest nadopiekuńczy.-zaśmiała się.-Ja się sama z domu ruszyć nie mogę. Nie mogę zrobić nawet kolacji.
-To dobrze.
-Ta, ale ja chcę normalnie funkcjonować jak wcześniej.
-Nie narzekaj.
Gdy w końcu się ode mnie oderwała zdjęłam buty i kurtkę, a ona przywitała się z Patrykiem.
-Jak się czujesz?-spytał.
-Lepiej.
Weszliśmy do pokoju, a ja podbiegłam do brata, który szybko mnie przytulił. Jest już w o wiele lepszym humorze niż jak stąd wyjeżdżałam. Cieszę się, że jest wszystko dobrze.

Część 114.

Po tym, że spaliśmy na kanapie mogę stwierdzić, że mała nieźle nas wymęczyła. Chyba padłam pierwsza, twierdzę po tym, że Patryk śpi w nogach i trzyma Oktawię na rękach. Wstałam tak żeby ich nie obudzić i przykryłam kocem. Ostatnie co z wczoraj pamiętam to, to że mała bardzo płakała, nie chciała spać i dla świętego spokoju puściliśmy jej jakąś bajkę, która leci do tej pory. Jakimś cudem szybko przestała płakać i spokojnie oglądała telewizję, a my w tym czasie musieliśmy zasnąć. Wyłączyłam telewizor, wyjęłam z odtwarzacza płytę i schowałam do pudełka. Pati dzwoniła jakoś wczoraj po dwudziestej drugiej zapytać co u nas i uprzedzić, że zostają we Wrocławiu, bo wypad do kina nieco im się przedłuży i nie chcą wracać po nocy żeby nas nie budzić. Gdyby wiedziała, że pół nocy nie spaliśmy... Patryk chyba po wczorajszym przekonał się, że dziecko jest dużą odpowiedzialnością i trzeba poświęcać mu cały czas, bo doszedł do wniosku, że nie do końca byłby teraz dobrym ojcem, bo lubi się wyspać i ja…

Część 113.

Rano obudziłam się w małej i dość przyjemnie urządzonej sypialni, w której znajdowało się dużo zabawek. Pokój ten jest jak narazie pokojem gościnnym, ale jak tylko Oktawia podrośnie zostanie przemeblowany na pokoik dziecięcy. Obok mnie smacznie śpi sobie jeszcze Patryk. Zegar na ścianie wskazuje godzinę dziesiątą. W całym domu panuje jeszcze cisza, a za oknami słychać tylko cichy szum fal. W Warszawie już od godziny szóstej słychać pod oknami krzyki i hałas przejeżdżających samochodów, autobusów i tramwajów. W nocy zresztą też nie ma chwili ciszy. Da się jednak do tego przyzwyczaić, w końcu mieszkam tam już dziewiętnaście lat. Dobrze czasami oderwać się ode tego wielkomiejskiego hałasu i szumu. Jako, że mamy zimę przez lekko uchylone okno czuć lekki powiew zimnego powietrza. Nakryłam się kołdrą pod szyję i wtuliłam w toros mojego ukochanego. Za chwilę poczułam jak obejmuje mnie ramieniem, a na jego twarzy zobaczyłam lekki uśmiech. Często robi tak przez sen. Przymknęłam powieki próbują…

Część 112.

Dzisiaj jest już trochę lepiej, ale nie do końca dobrze. Mike zaraz z samego rana pojechał do szpitala. Spędza tam całe dnie, a do domu wraca tylko na noc. Mimo że Majka jeszcze spała siedział przy jej łóżku. Nigdy nie było takiej dziewczyny, na której tak bardzo by mu zależało i którą tak bardzo by kochał. Nawet Agata nie była dla niego tak ważna i dobrze, bo nie była go warta ani troszeczkę. Siedziałam sobie na łóżku oglądając kolejny odcinek wzgórza Hollywood czy coś w tym stylu na MTV, gdy do pokoju wszedł mój ukochany zabierając mi pilota.
-I jak z nią?
-Fizycznie ok, ale psychicznie to chyba nie jest najlepiej.
-Szkoda, że to się tak potoczyło.-przytulił mnie.
-Fajnie by było mieć w końcu takiego małego Sandersa w rodzinie.-zaśmiałam się.
-Fakt, nasze maleństwo już nie będzie Sanders.-również się zaśmiał.
-Oby nie była albo był taki jak my.-pocałowałam go.
-Czemu?
-Bo by za dużo rozrabiała albo rozrabiał, w zależności od płci.-zaśmiałam się.-Dobra, koniec już gadki o dzieciach. Porozmaw…